198. Derby Krakowa dla Wisły.

Wyczyny ekip w polskiej ekstraklasie w tym roku wykraczają poza wszelkie prawa logiki, a jej poziom zdaje się spadać coraz niżej. Są jednak mecze, które mimo wszystko zawsze mają tę specjalną aurę. Swój pierwszy raz na trybunie prasowej było mi dane przeżyć na stadionie Cracovii i na właśnie jednym z takich meczy. Wielkie derby Krakowa. Choć w tej kolejce wydarzyło się niemal wszystko, od przepięknej bramki Żurkowskiego, do cudownej asysty Rymaniaka do.. Novikovasa.

Na początek przyznam, że ciężko się skupić zajmując miejsce pomiędzy komentatorami Radia Gol i Weszło FM. Wybrałem tę najbardziej gwarną część trybuny. Przez pierwsze minuty i tak zagłuszał ich energiczny doping, co mogło dziwić, gdyż na stadionie zasiadło nieco ponad cztery tysiące młodzieży do lat szesnastu, wraz z opiekunami. Co ciekawe, najczęściej rozbrzmiewało głośne „Wisła!”. Doping dał efekt – w dziewiętnastej minucie, podczas prawdopodobnie jednej z pierwszych składnych akcji w tym spotkaniu futbolówka trafiła pod nogi Jesusa Imaza. Ten uderzył zza pola karnego, a piłka wturlała się do siatki, po drodze odbijając się od słupka.

Po pół godzinie gry na palcach jednej ręki można byłoby policzyć dokładne podania obu zespołów na połowie rywala, a w polu karnym nie było ich wcale. Takie przytrafiło się dopiero w trzydziestej trzeciej minucie. Piłka minęła całą linię obrony Cracovii, bezradnie rzucającego się przed siebie Macieja Gostomskiego i odbiła się wreszcie od Imaza, nieubłaganie wpadając do siatki. Zrobiło się 2:0, lecz wynik kompletnie nie odzwierciedlał „widowiska”. Więcej okazji miała Cracovia, Wisła zaś strzeliła dwie bramki stwarzając sobie pół sytuacji. To oczywiście później się zemściło. Zdenek Ondrasek mianowicie w czterdziestej minucie nie trafił do bramki z około dwóch metrów.

Jeśli chodzi o Cracovię, to nie wiem, co można określić bardziej żenującym. Potencjał ofensywny Pasów, czy zagłuszanie dopingujących dzieci… nagraniami z głośników. Wstyd. W drugiej połowie niesiona dźwiękami odtwarzanymi z płyt Cracovia grała znacznie lepiej. Było kilka strzałów, jednak przeszkadzały nogi piłkarzy Wisły, Mateusz Lis, poprzeczka, warunki pogodowe, ustawienie ciał niebieskich… ogólnie wszystko było przeciwko temu, by gospodarze trafili do bramki. No i nie trafili.

Pozytywnie zaskoczył mnie wprowadzony w drugiej połowie Kamil Wojtkowski. Przyznam, że wcześniej nie słyszałem o nim zbyt wiele, z wyjątkiem faktu, że kopał chwilę w Niemczech. Szybkość, swoboda dryblingu (nie polegająca na próbie przebiegnięcia obok przeciwnika z piłką, licząc na to, że ten wolno reaguje). Nie był to jakiś niesamowity spektakl, ot, przeciętne spotkanie w Ekstraklasie. Wisła po tym triumfie traci jeden punkt do Legii Warszawa i Lechii Gdańsk, współdzielących fotel lidera.

 

Cracovia 0:2 Wisła Kraków