Drużyna na chwilę

Dawid Szulczek - trener Warty

14. kolejka Ekstraklasy zeszłego sezonu, tuż przed dłuższą przerwą zimową. Porażka ze Śląskiem Wrocław zrzuca poznaniaków na czternaste miejsce w tabeli, tuż nad pozostałą dwójką beniaminków. Zaledwie trzynaście zdobytych bramek nie pozwala na jakiekolwiek przejawy optymizmu – tak słabym dorobkiem może „szczycić” się jeszcze tylko ostatnie Podbeskidzie. I wtedy pojawia się plan awaryjny. Plan nazywał się wówczas się Makana Baku. Analogiczną sytuację mamy w obecnym sezonie. Rok temu ostatecznie zakończyło się na piątej lokacie, teraz trudno liczyć na równie optymistyczny scenariusz, niemniej jednak kolejny awaryjny plan – tym razem Frank Castañeda, również zdaje się sprawdzać.

Profil piłkarza bardzo podobny. Szybki zawodnik, dobrze czujący się zarówno w bocznych strefach boiska, jak i nie mający problemu ze „ścinaniem” do środka. Wprowadza więcej możliwości w ofensywie, wymienia się pozycjami z napastnikiem, często decyduje się na niekonwencjonalne rozwiązania. Sam Castañeda dodatkowo jeszcze kilka miesięcy temu stawiał czoła Realowi Madryt, czy Interowi Mediolan. I to z nie najgorszym rezultatem.

Oczywiście stwierdzenie, że poprawa gry Warty to zasługa jedynie Kolumbijczyka byłoby sporym nadużyciem. Na wielu pozycjach wzmocniono rywalizację, co ma pozytywny wpływ na grę większości składu. Roszady taktyczne trenera Szulczka także odbiły się pozytywnie na obrazie gry. Choćby przesunięcie do bloku defensywnego Łukasza Trałki i zakontraktowanie Dawida Szymonowicza wprowadziło więcej możliwości w środku pola, jak i znacznie poprawiło wyprowadzanie piłki z własnej połowy. Aktualnie Warta Poznań dysponuje jednym z najlepiej rozgrywających tercetów defensywnych w Ekstraklasie, co we wcześniejszym okresie gwarantował jedynie Robert Ivanov. I wcześniej to właśnie Fin mógł być uznawany za jedyną wyróżniającą się postać na tle zupełnie przeciętnego zespołu, a brak punktów w kolejnych meczach, choć czasem spowodowany brakiem szczęścia – nikogo nie dziwił.

Zbyt mało ofensywnych zrywów, ograniczenie ryzykownych zagrań do minimum. Warta Poznań Piotra Tworka popadła w stagnację. Decyzja o zmianie trenera, który dokonał niemal cudu w uprzednim sezonie przez wielu uważana była za ruch przedwczesny, czy nawet podnoszona do rangi kuriozum, tymczasem Dawid Szulczek pozwolił drużynie na nowo odnaleźć odpowiedni rytm.

Wcześniej wspominałem w wzmocnieniu rywalizacji. To widoczne jest głównie w formacji ofensywnej. Zarówno Castañeda, jak i wypożyczony z Rakowa Częstochowa Miguel Luis od razu stali się wiodącymi postaciami w ekipie Zielonych. Do najniższego w skali ligi dorobku bramkowego (22 gole w 25 spotkaniach) wspólnymi siłami dołożyli już cztery trafienia. Być może wciąż nie jest to wynik imponujący, jednakże z meczu na mecz gra w ataku Warciarzy prezentuje się coraz lepiej. Usadowienie na kilka kolejek Jaysona Papeau także pozwoliło wykrzesać z niego choć część potencjału. Francuz wciąż oczywiście nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań, a zaledwie jedna asysta w osiemnastu meczach zdaje się być dorobkiem wręcz śmiesznym – Papeau wreszcie daje jednak jakiekolwiek pozytywne impulsy po wejściu na boisko.

Nie można oczekiwać od Warciarzy równie emocjonującej pogoni za czołówką, jaka miała miejsce niespełna rok temu. Nie można jednak także oprzeć się wrażeniu, że ze wszystkich ekip bezpośrednio zaangażowanych w niezwykle w tym sezonie emocjonującą (nie tylko ze względu na obecność w tej grupie Legii Warszawa) walkę o utrzymanie – podopieczni Dawida Szulczka prezentują aktualnie futbol najprzyjemniejszy dla oka, a wprowadzenie do składu zawodnika dorównującego poziomem najlepszym ligowym grajkom nakazuje myśleć, że w Poznaniu już niedługo przeminie obawa o ligowy byt.

Optymizm ten jednak, podobnie jak rok temu, będzie jednak raczej krótkofalowy. Tym razem znów udało się w trakcie zimowej przerwy poprawnie zdiagnozować największe bolączki zespołu i umiejętnie je zamaskować. Większość pozyskanych piłkarzy traktuje Wartę jednakże jedynie jako przystanek, z którego po pół roku ruszą dalej. Przybycie Castañedy od początku miało jasny warunek – piłkarz tuż po zakończeniu sezonu w Polsce wyrusza do Tajlandii, by tam „rozwijać” swoją karierę. Włodarze Rakowa Częstochowa z pewnością mają nadzieję, że wypożyczeni aktualnie do Warty piłkarze w przyszłym sezonie będą wartością dodaną do składu Marka Papszuna. Jeżeli walka o utrzymanie w Ekstraklasie okaże się wygrana, na co aktualnie wiele wskazuje – klub czeka burzliwe lato. Niedługo po zakończeniu okienka transferowego z funkcji dyrektora sportowego Zielonych zrezygnował bowiem Radosław Mozyrko. To dzięki jego staraniom klub został odpowiednio wzmocniony na rundę wiosenną, a trener Szulczek miał ułatwione zadanie na start przygody z nowym klubem. Wciąż nie ogłoszono, kto przejmie jego dotychczasowe obowiązki, pewnym jest jednak, że czeka tę osobę zadanie dość trudne. W trakcie letniego okienka w klubie potrzebna będzie niemała rewolucja kadrowa. Wąska kadra (pomimo aż siedmiu zimowych wzmocnień), kontuzje trapiące zespół i podeszły wiek kilku kluczowych piłkarzy nakazują zastanowić się wreszcie nad stworzeniem nieco bardziej długoterminowej wizji funkcjonowania klubu. Dotychczasowe „zimowe przemiany” okazywały się skuteczne, trzeci sezon w Ekstraklasie może jednak brutalnie zweryfikować to ciągłe bazowanie na tymczasowości.  

W prawdzie do końca sezonu, jak i do otwarcia kolejnego okienka wciąż pozostaje kilka miesięcy, a także kilka kolejek, w trakcie których wydarzyć może się niemal wszystko. Widmo spadku z Ekstraklasy wciąż jest realne, choć kolejne, skrupulatnie zdobywane punkty pozwalają pozostawić je gdzieś za sobą. Założenia taktyczne Dawida Szulczka dotychczas przynoszą bardzo dobre efekty, należy jednak zadać sobie pytanie – czy nie jest to drużyna na chwilę? Oczywistym zdaje się, że perspektywa trudnej batalii o utrzymanie w lidze z pewnością zmienia kilka założeń na dalszą część sezonu – w lecie jednakże Warta będzie budowana niemalże na nowo – bez największych gwiazd, bez obecnych kreatorów gry ofensywnej, co nie jest wykluczone – być może bez filarów defensywy, bo po udanym sezonie Robert Ivanov, czy Jan Grzesik nie powinni narzekać na brak kuszących ofert. Ktokolwiek zatem podejmie się objęcia funkcji dyrektora sportowego Zielonych – czeka go zapewne wiele nieprzespanych nocy. Środowisko będzie oczekiwać nowej, długookresowej wizji dla klubu i dążeń do jej realizacji. Nie będzie sprzyjać temu zapewne dość nikły budżet poznaniaków, ale jeśli w perspektywie kilku lat nie jest planowana długotrwała odbudowa w 1. Lidze, a starania o miejsce choćby bliżej środka tabeli – konieczne będą odpowiednie ku temu działania.

Fot. Piotr Leśniowski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*