Bezradni The Blues i kretyn tygodnia

Drużyna, która z potencjalnej rewelacji sezonu stała się jednym z kandydatów do spadku. Naprzeciw niej ekipa, która poszukując napastnika sięgnęła po Olviera Giroud. Jedni przerwali żałosną passę Southampton, które nie potrafiło wygrać od dziesięciu spotkań. Drudzy zaś na własnym boisku dostali tęgie manto od Bournemouth. O ile ekipa Watfordu w tym zestawieniu nie budzi zaszokowania, o tyle Chelsea na pewno. Na Stamford Bridge zapanował mały kryzys i właśnie wyjazd na Vicarage Road ma być trampoliną ku lepszej formie, pozwalającą wskoczyć na podium bez ogromnego wysiłku. Szerszenie zaś mają zostać cudownie uzdrowione przez nowego trenera – Javiego Gracię, oraz wypożyczonego z Barcy Gerarda Deulofeu.

Na początek delikatnie nowe ustawienia obu ekip. Eden Hazard w ataku nie dziwi tak, jak David Luiz w środku obrony. Domniemany konflikt z managerem Antonio Conte sprawił, że Brazylijczyk na dobre zadomowił się na ławce rezerwowych i naprawdę niewiele wskazywało na to, że do końca sezonu będzie mu dane jeszcze sobie pograć, ba, pojawiało się sporo plotek na temat jego odejścia. W Watfordzie zaś za plecami Richarlisona i Deeney’a grał wspomniany wcześniej, powracający na boiska Premier League Deulofeu. W Evertonie był gwiazdą, z pewnością kibice liczą na to, że w żółtym trykocie znów odżyje.

Odważnie i ambitnie grali podopieczni Gracii. The Blues chyba zupełnie nie spodziewali się tak agresywnej gry rywala, a Ci jakby niesieni obecnością Hiszpańskiego pomocnika, byłego gracza Blaugrany napastowali co raz bramkę Courtoisa. Zawodnicy Chelsea niejednokrotnie oddawali piłkę nawet w okolicach swojego pola karnego, tworząc dogodne sytuacje przeciwnikom. Ci z nich korzystali oddając strzały, skrupulatnie obijając plecy ofiarnie rzucających się obrońców.

Jeden z zawodników może śmiało otrzymać tytuł kretyna tygodnia. Tiemoué Bakayoko wpierw dokonał istnego zamachu na nogę Etienne’a Capoue, a następnie nakładką zaatakował Richarlisona. Dwie żółte kartki i po pół godzinie gry czwarta czerwona kartka w Chelsea w tym sezonie stała się faktem. Oba faule były efektem totalnej bezradności, aktem desperacji. Francuz nie wiedział co zrobił z własnymi nogami tak, by się nie poplątały, więc z impetem wpadał w przeciwnika. Jeśli w tym momencie nie zszedłby do szatni, to mógłby poważnie kogoś uszkodzić. Buchał agresją, niestety zdecydowanie nie tą sportową. Zmusiło to Conte do roszad w jedenastce już w pierwszej połowie, z boiska zmuszony był zejść Willian, na murawie zameldował się Fabregas, przejmujący zadania swojego francuskiego kolegi. Tego zaś zapewne czekała długa pogadanka z psychologiem, gdyż nawet postronny widz stwierdziłby u niego ewidentne zaburzenia. Za bezmyślność będzie mógł posiedzieć u specjalisty również w przyszłym tygodniu, a moim zdaniem powinien odpocząć nawet dłużej. Jest niebezpieczny dla środowiska.

Kolejny cios dla Chelsea. Courtois fauluje w polu karnym rozpędzonego Deulofeu, do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Troy Deeney i bez skrupułów uderzył futbolówkę wprost do siatki, z miną skupioną jak Morawiecki prawiący wykład o obozach śmierci. Niedługo później ostatni gwizdek w pierwszej połowie i smutna minka Antonio Conte. Bardzo przykry widok, trzeba przyznać. Po rozpoczęciu drugiej części gry Conte postanowił sięgnąć po ciężką artylerię – do rozgrzewki ruszył Giroud.

Wypada zacytować jednego z komentatorów tego spotkania, redaktora naczelnego Przeglądu Sportowego – Przemysława Rudzkiego. 21 stycznia – „Watford. Klub parodia. Fajnie byłoby, gdyby spadli.” Jedyną parodię w tym spotkaniu odstawiali defensorzy Chelsea, nie potrafiąc dokładnie pokryć rywali. Sprawę Bakayoko już pomijam, bo nie wymaga więcej komentarzy. To nie była parodia, tylko zwarcie kabelków łączących szare komórki. Ktoś na pomoc? No oczywiście – Żiru! Zastąpił on kontuzjowanego Pedro w sześćdziesiątej trzeciej minucie. Wreszcie było na kogo grać z przodu, bo Hazard zniknął.

Nic się nie dzieje. Eden Hazard spokojnie kręci sobie futbolówką przed polem karnym. I nagle jak nie huknie, jak nie uderzy… i piłka zatrzepotała w siatce. Ten zawodnik jest po prostu niemożliwy. Chelsea nie wypracowała sobie choćby jednej dogodnej sytuacji. Belg jednak potrafi zrobić coś z niczego. Tym „niczym” z pewnością można nazwać jego występ w tym spotkaniu. Bramka jednak, może nie konkurencyjna dla Wanyamy w kwestii gola kolejki, ale była ponadprzeciętnej urody.

Niesamowite, jak uleczający wpływ może mieć na zespół przybycie jednego zawodnika. Deulofeu okazał się być bandażem momentalnie regenerującym wszelkie rany. Wydaje się być zawodnikiem idealnie skrojonym do walki o środek stawki w Premier League. Po stracie bramki cała drużyna włączyła piąty bieg, co zaowocowało wbiciem się z piłką w pole karne Daryla Janmaata, ta poodbijała się od obrońców jak od pachołków, a obrońca Szerszeni ze stoickim spokojem umieścił ją w bramce. Podopieczni Graci nie ustępowali, ciągłe natarcia przyniosły oczekiwany skutek. Bohater spotkania przypieczętował swój rewelacyjny występ golem. Deulofeu podkręcił, a piłka wpadła idealnie obok słupka. 3:1, Gerard opuścił boisko, a Conte ze spuszczoną głową obserwował bezradność swoich graczy.

No ale jak już upokarzać mistrzów Anglii, to do końca. Fatalna seria Watfordu kończy się w fenomenalny sposób. Roberto Pereyra spojrzał w stronę bramki, uderzył z całej siły, 4:1 stało się faktem. Antonio Conte, znany z żelaznej defensywy w przeciągu dwóch kolejek stracił aż siedem goli. Winić można beznadziejnie spisującą się defensywę, brak jednego zawodnika na boisku, ale wiemy, kogo winić będą tabloidy i kogo winić będzie Roman Abramowicz. Może i słusznie, bo brak pomysłu na grę w ekipie The Blues był bardzo widoczny, może to faktycznie czas, by Conte pożegnał się ze Stamford Bridge. Osiągnął z tym klubem bardzo wiele, jednak znany z częstych zmian menadżerów rosyjski multimilioner nie przymknie oka na tak słabe wyniki. Efekt nowej miotły (a może efekt Deulofeu?) poniósł Szerszenie do arcyważnego tryumfu. Być może w niebieskiej części Londynu taki zabieg również będzie wymagany.

Tragiczne Chelsea i pierwsze zwycięstwo Watfordu nad tym zespołem od dziewiętnastu lat. Mistrzowie Anglii na kolanach. Inaczej nie można podsumować ich ostatnich poczynań. No i ciężko będzie im się podnieść. Tutaj nawet Giroud nie pomoże…