Jerzy Brzęczek vs Holandia

Choroba przeciętności

Oglądając mecz Holandia – Polska dochodzi we mnie do pewnego dysonansu.  Odczuwam mocne wrażenie, że obejrzałem inny mecz, niż nasz selekcjoner Jerzy Brzęczek. Miałem wrażenie, że w piłce liczą się bramki, strzały, próba przejęcia inicjatywy, a nie przesuwanie…Miałem wrażenie, że nie było dobrze, ale nasze selekcjoner mnie uspokoił, mówiąc, że w sumie to on jest zadowolony.

Oczywiście, to w jaki sposób i w jakich okolicznościach spotyka się ta reprezentacja jest wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju i każda z kadr narodowych odczuła tą przerwę w sposób negatywny. Odbiło się to widocznie na obniżonym poziomie spotkań podczas Ligi Narodów.

Podchodziłem do mecz z Holendrami z nadzieją i realizmem. Nadzieją, wynikającą z chęci zobaczenia choć paru momentów dających jasny sygnał, że ta kadra się rozwija.  Z realizmem, popartym poprzednimi meczami Jerzego Brzęczka i tego, że Holandia, to po prostu Holandia.

Pierwsza połowa dała mi odrobine złudnej nadziei. Jak sami widzicie, nasz umysł jest doskonale zbudowaną maszyną i potrafi, tak manipulować sytuacją, aby wydawała się dla nas dobra i korzystna. Ja wpadłem w tą pułapkę oglądając pierwszą połowę, a Jerzy Brzęczek oceniając poczynania swoich piłkarzy

Tutaj chyba dochodzimy do sedna problemu. Jerzy Brzęczek nigdy nie chciał wygrać tego meczu. On jedynie chciał go nie przegrać. Nie przegrać wysoko. Potraktował to spotkanie jako sparing. Sparing poświęcony, temu, aby poćwiczyć obronę, przesuwanie. Wielka szkoda, że nie zechciało mu się przećwiczyć np. wychodzenia z kontratakiem.

Boli fakt totalnego poddaństwa, pogodzenia się z rolą przeciętniaka. Dla nas ciężko jest się z taką rolą pogodzić. To po prostu nie są czasy, by tak grać! My mamy najlepszego piłkarza 2020 roku, solidnego bramkarza, paru piłkarzy na solidnym europejskim poziomie, a jedyne co potrafimy zaoferować na boisku, to obrona. Nie różnimy się niczym względem innych słabych reprezentacji. Oni też tylko bronią.

Druga połowa, to chyba opus magnum pracy Jerzego Brzęczka. Totalne wycofanie, mentalne nastawienie tyłka do lania dla Holendrów. Nikogo więc nie dziwi fakt, że Depay i spółka to wykorzystali. Najbardziej w tym wszystkim boli fakt, olbrzymiej uległości, jaką wykazywaliśmy wobec naszego przeciwnika. Od początku do końca skupiając się na obronie, a w drugiej połowie nie oddając ani jednego celnego strzału.

Nie chce i nie ma sensu się rozpisywać, na temat tego meczu, bo pisanie wersetów pochwalnych nad jednym dobrym strzałem Piątka, jest po prostu idiotyczne. Ta reprezentacja, się nie rozwija, boli mnie jej oglądanie, nie daje mi spokoju. Ta reprezentacja jest zbieraniną ludzi utalentowanych, dowodzoną przez miernego szkoleniowca, który pośrodku palącego się domu, mówi, że wszystko jest w porządku. Taki jest właśnie obraz piłki reprezentacyjnej Anno Domini 2020.

foto: Fotopyk