Dzik andaluzyjski

Starcie gigantów, mecz, na który czeka cała piłkarska Europa – te określenia z pewnością nie pasują do dzisiejszej batalii beniaminków La Liga. Granada jednak w tym sezonie prezentuje się wyjątkowo dobrze. Chyba nikt nie spodziewał się, że po ośmiu rozegranych kolejkach zajmować będą czwarte miejsce, wyprzedzając między innymi Sevillę, Valencię, czy Getafe, po drodze odprawiając ze swojego stadionu wielką Barcelonę bez punktów. Jednakże niejeden sezon już udowodnił, że początek sezonu w Hiszpanii to mała loteria. Rok temu byliśmy pod wrażeniem postawy Alaves, a Babazorros ostatecznie skończyli rozgrywki w połowie stawki. Dwa lata temu zaś identyczną liczbą punktów na tym etapie rozgrywek pochwalić mogło się Leganes. Również nie miało to żadnego przełożenia na końcową tabelę, a aktualnie Ogórki okupują ostatnią lokatę, z zaledwie dwoma oczkami na koncie.

Obecny trener Granady – Diego Martinez Penas, objął zespół przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu Segunda Division. Jego wcześniejsza kariera raczej nie nakazywała patrzeć na jego przyszłą pracę z wielkim optymizmem – wcześniejsze cztery lata spędził prowadząc swojego dzisiejszego przeciwnika – Osasunę. Wyniki broniły jednak szkoleniowca – przez cały sezon zaliczył jedynie osiem porażek, ostatecznie plasując się na drugim miejscu w tabeli, zapewniając tym samym Granadzie bezpośredni awans do najwyższej klasy rozgrywkowej w Hiszpanii.

Nie ma co się oszukiwać – wysokie miejsce w tabeli spowodowane jest w dużej mierze mierną postawą głównych sił w Hiszpanii. Gdyby Granada mogła pochwalić się identyczną różnicą bramek i dorobkiem punktowym w poprzednich sezonach – rok temu na tym etapie również zajmowaliby czwartą pozycję, mając jednak tyle samo punktów co Real Madryt, Espanyol i Alaves, wyprzedzając te ekipy jedynie na podstawie bramek. Dwa lata temu zaś plasowaliby się na szóstym miejscu, z ilością punktów identyczną co Leganes (również będąc nad nimi).

Jest jednak jedna, zasadnicza różnica pomiędzy Granadą, a innymi ekipami, które zaskakiwały w poprzednich sezonach wysoką formą na starcie. Andaluzyjczycy strzelają bramki. Lepsi pod tym względem aktualnie są jedynie Real Madryt, FC Barcelona i Villareal. Nazaries tylko w jednym z dotychczasowych starć nie zdobyli ani jednego gola (porażka 0:1 z Sevillą). Co ciekawe – zdobyte bramki rozkładają się na aż dziesięciu różnych zawodników, a najlepszym strzelcem drużyny jest Antonio Puertas (3). Dla dwudziestosiedmiolatka ten sezon jest pierwszym w La Lidze.

Jeszcze niedawno na boiskach Segunda Division brylował w barwach Granady głównie Alvaro Vadillo (11 asyst w sezonie, najwięcej w drużynie, drugi pod tym względem w lidze, oraz 3 gole), sprowadzony wówczas z Huesci. W tym sezonie jednak poszczycić się może jedną bramką z rzutu karnego, zdobytą za to przeciwko Barcelonie.

Bramkostrzelność może mieć znaczny wpływ na szanse Granady w walce chociażby o górną część stawki. Jeżeli utrzymają formę – z pewnością będzie można uznać ich za nieprzewidywalnego dzika z Andaluzji, który nie boi się przeciwstawić komukolwiek. Przed dzisiejszym spotkaniem Diego Martinez wypowiadał się jednak z pełną pokorą, wspominając jedynie, że Osasuna to zespół złożony z graczy o różnorodnych profilach, którzy idealnie pasują do pomysłu na grę trenera Jagoba Arrasate. Czy to sprawi, że Nazaries będą musieli uznać wyższość dzisiejszych gości? Dowiemy się wieczorem.

 

Spotkanie już dziś o 21:00 obejrzeć będzie można na antenie Canal+ Sport 2 i nSport+.

 

Typowany wynik:

Granada CF 2:1 CA Osasuna