Ekstraklasa: Co tam u pana Mariusza?

Rozpoczęliśmy kolejne zmagania w naszej pięknej Lidze. Adam Marciniak po raz kolejny zdołał udowodnić, że jest sabotażystą i znów trafił w słupek własnej bramki. Korona Kielce przegrała wygrany mecz. Lech Poznań dostał szansę na to, by udowodnić, że wciąż liczy się w wyścigu po podium, podejmując Piasta Gliwice. Ciekawie dzieje się także w 1. Lidze, gdzie co najmniej kilka drużyn wciąż walczy o udział w barażach. Kilka z nich jednakże regularnie robi wszystko, by tylko móc udać się na wcześniejsze wakacje. I wcale nie chodzi tutaj o chęć bezpośredniego awansu…

Podium, puchary, presja…

Lech Poznań to istny paradoks obecnego sezonu. Mają olbrzymi potencjał ofensywny, zdają się mieć całkiem nie najgorszy blok defensywny, a mimo to pokazuję to na boisku dopiero pod presją. Dobitnie można było to zobaczyć m. in. w spotkaniu Zagłębiem Lubin, kiedy to musieli zainkasować trzy bramki, żeby ruszyć do przodu. Podobnie wyglądało to w spotkaniu z Piastem Gliwice. Impulsem do działania okazała się dopiero czerwona kartka dla Thomasa Rogne. Zaraz po tym incydencie z murawy zszedł Dani Ramirez (który najlepszych zawodów w swojej karierze nie zagrał), a zawodnicy Lecha wówczas poczuli możliwość utraty bardzo ważnych punktów w kontekście walki o europejskie puchary. Wtedy to, dopiero po upływie niemal godziny, zaczęły się zawiązywać pierwsze, składne akcje Poznaniaków. Wpierw perfekcyjnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Jakub Moder.

Nie mogło być zaskoczeniem, że zaraz po tej bramce Lech starał się bronić wyniku. Przy tym dopisywało też szczęście, gdyż gracze Piasta dwukrotnie trafiali w poprzeczkę. Ostatecznie jednak wynik zamknął Kolejorz, za sprawą świetnie wyprowadzonej kontry w ostatniej minucie, zakończonej bramką Pedro Tiby. Dariusz Żuraw musi jednak znaleźć sposób, by jego podopieczni od pierwszego gwizdka byli odpowiednia zmotywowani. Mecz ten jednak jasno pokazał, że Lech jest na doskonałej drodze, by znów być drugą siłą w polskiej piłce, co po ósmej pozycji w tabeli ubiegłego sezonu wcale nie wydawało się takie oczywiste.

Słonik na szczęście

W 1. Lidze zaczynają się pojawiać pierwsze objawy zadyszki. Dotyka ona wielu drużyn, nie ma co się jednak dziwić, biorąc pod uwagę powrót do futbolu po trzymiesięcznej przerwie i konieczność rozgrywania spotkań w niewielkich odstępach czasowych (przeważnie trzy, lub cztery dni). Okazuje się jednak, że są w niższej klasie rozgrywkowej ekipy, które dobrze się do tego przygotowały. Szczególnie wybieganiem imponują podopieczni Mariusza Lewandowskiego. W spotkaniach z Wartą Poznań i Miedzią Legnica nie tylko udowodnili, że remis z Olimpią Grudziądz był wypadkiem przy pracy, ale prawdopodobnie zadomowili się w pierwszej szóstce, gwarantującej występ w barażach o awans. Nie tylko przygotowanie motoryczne jest w tym przypadku ważnym aspektem. Główną zaletą Termalici, która być może umożliwi nawet awans, jest szczelna defensywa (jak na warunki 1. Ligi). Artem Putivtsev był wyróżniającym się stoperem już w Ekstraklasie, a do pary z kimś z dwójki Szarek/De Amo tworzy prawdopodobnie najlepszą parę w środku obrony w całej w lidze. Dodatkowo przygotowanie taktyczne wydaje się być całkiem niezłe, a wysoki pressing w wykonaniu Słoników wybija z rytmu lepiej punktujących przed przerwą rywali. Nawet jeśli drużyna z Niecieczy nie zawita w Ekstraklasie, to być może zobaczymy w niej w przyszłym sezonie kilku graczy z tej drużyny. Vladislavs Gutkovskis jest już dogadany z Rakowem Częstochowa, ale najjaśniejszymi punktami Bruk-Betu (przynajmniej w ostatnich spotkaniach) zdają się być boczni obrońcy. W bardzo dobrej formie jest także Mateusz Grzybek, który stylem gry przypomina Alana Czerwińskiego i zaryzykuję stwierdzenie, że mógłby być dla niego godnym zastępcą w Zagłębiu Lubin.

fot. Bartek Hamanowicz // miedzlegnica.eu

Marcin Grabowski po zakończonym sezonie powróci z wypożyczenia do Wisły Kraków i jeśli ta się utrzyma, może raczej liczyć na miejsce w składzie. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że wciąż będzie miał status młodzieżowca.

Odpowiadając na koniec na pytanie zawarte w tytule – u pana Mariusza wszystko w porządku, a co u was?