Ekstraklasa: Ekspercki głos w waszych domach

 

www.piast-gliwice.eu

Powrót Ekstraklasy może, a wręcz powinien postrzegany być jako ukojenie dla duszy kibiców spragnionych sportowych zmagań na najwyższym możliwym poziomie. Przepiękne „parady” Thomasa Dahne, wybitne „dryblingi” Bojana Cecaricia, przeplatane dobrymi, składnymi akcjami graczy Piasta, czy Zagłębia. Kto zatem najlepiej będzie punktował w ostatnich dwóch kolejkach poprzedzających podział na grupy? Prócz dyspozycji i odpowiedniego przygotowania w grę oczywiście wchodziły będą takie niuanse, jak w którą stronę zawieje wiatr, bądź czy piłka odbita od piszczela jednego z obrońców akurat niesfornie wturla się do bramki. Jedno jest jednak pewne – czeka nas tydzień pełen emocji.

 

Pokonać przeciętność

Każdy oczekuje od artykułów poświęconych w pełni Ekstraklasie raczej pastwienia się nad brakiem poziomu, czy umiejętności, zatem zaczniemy od pozytywów. Takowym z pewnością jest postawa ekipy z Lubina. Zagłębie już wcześniej zdawało się być klubem aspirującym do czegoś więcej niż walka o to, by łaskawie móc być chłopcem do bicia w grupie mistrzowskiej. Zdawało się, że jedynym przeciwwskazaniem było notoryczne eksperymentowanie na ławce trenerskiej. Klub ten, jak chyba żaden inny w Ekstraklasie, potrzebuje stabilizacji i zdaje się, że jest ją w stanie zagwarantować Martin Sevela.

Dzięki bezbarwnej drugiej w meczu z Lechem szanse na awans do pierwszej ósemki zdają się być nikłe. O Miedziowych po ostatnich dwóch kolejkach powiedzieć można jednak więcej dobrego, niż złego. Już sam fakt, że są jedną z niewielu drużyn od których gry nie zaczynają boleć oczy powinien być sporym wyróżnieniem. Środek pola, jak na polskie realia, wybitny. Tercet Drazić-Baszkirov-Starzyński spełnia swoje zadanie, zasadniczy problem stanowić może brak jakichkolwiek jakościowych alternatyw zarówno dla nich, jak i trójki ofensywnej. Na razie „tajną bronią” Zagłębia pozostaje Jakub Tosik. Tu chyba dodatkowy komentarz jest zbędny.

 

 

Trójkąt Bermudzki w środku pola

Nawiązując do drużyn, których gra może przyprawić co najmniej o mdłości, a w ekstremalnych przypadkach okazać się impulsem do wizyty u okulisty. Lechia Gdańsk jest okropna. Olbrzymi niesmak pozostawiają komentarze po piątkowym meczu twierdzące, że Gdańszczanie gra dobrze. Obrońcy tak bezpłciowej gry gdańszczan walnie przyczyniają się do bylejakości w naszej lidze. Nie można bronić takiego antyfutbolu, takiej gry, z której mogą cieszyć się jedynie niewidomi. Bardzo przykro patrzy się na tercet Lipsk-Gajos-Makowski. Totalny brak pomysłu wylewa się z gry tej trójki, a szkoda. Lechia ma potencjał by grać fajną piłkę, ale szkoda że znów mówimy o lidze potencjałów, a nie mówimy o lidze umiejętności, to chyba nas różni od lepszych lig i stawia nas na samym końcu. My mamy potencjał i z tym potencjałem zostaniemy na samym końcu.

lechpoznan.pl/fot. Przemysław Szyszka

Teoretycznie jest dobrze…

W praktyce – nie do końca. Po dogłębnej analizie kadr klubów i spotkań ostatnich dwóch kolejek Ekstraklasy rodzi się bardzo ważny wniosek. Na ten moment w Polsce są zaledwie trzy kluby, które do dyspozycji mają więcej niż pół napastnika. Niech poparciem tej tezy będzie fakt, że na drugim miejscu klasyfikacji strzelców wciąż plasuje się Jarosław Niezgoda (14 bramek, odszedł z Legii w styczniu), a Adam Buksa (7 bramek, w New England Revolution od 1 stycznia) wciąż utrzymuje 50% udziału przy bramkach Pogoni Szczecin. Nieprawdopodobne zdaje się, że drużyna z zawrotną średnią jednej bramki na mecz, zdobywająca przy tym łącznie dziewięć punktów w ostatnich dziesięciu spotkaniach zajmuje aktualnie miejsce na podium w lidze. Adam Frączczak owszem, może być uznawany za bohatera i z pewnością budzi podziw w szatni dzięki wygraniu nierównej batalii z chorobą, jednak jako główna armata Portowców raczej się nie sprawdza. W spotkaniu z Cracovią na tej pozycji sprawdzany był Michalis Manias. Powiedzieć, że skutek jego poczynań był marny, to i tak za mało. Dobrze działający kolektyw pod wodzą Kosty Runjaicia całkowicie się popsuł po wyjęciu z niego dwóch bardzo istotnych elementów – Kozulja i Spiridonovicia. Pozytywów upatrywać można jedynie w powrocie Kamila Drygasa, jednakże wątpliwym jest, by w pojedynkę miał odmienić oblicze nijakiej Pogoni.

 

Koronowani do spadku

Korona Kielce to taki dziwny twór, nieprzewidywalny, ciężki do określenia. Niewyrazista drużyna, która przez większość sezonu nie potrafiła strzelić więcej niż jednej bramki w meczu, nagle zaczęła realnie aspirować do tego by się utrzymać. Zmiany trenerów najwięcej dały właśnie w Kielcach. Nie da się jednak pozbyć wrażenia, że powrót Macieja Bartoszka na ławkę trenerską Korony Kielce, to próba pogodzenia się z błędami przeszłości i odbudowy pewnej tożsamości, którą Kielczanie zatracili. Zmiana marketingowa, zmiana śmiesznej Korony w zespół, który może coś tam powalczyć i jakimś cudem znowu się w tej ekstraklasie utrzymać. Maciej Bartoszek zmienia dużo i może być centralną postacią na drodze do utrzymania ekipy z miasta Scyzoryka. Pokazuje to dobitnie jak bardzo zdrowa atmosfera wokół klubu ma wpływ na grę. Jakub Żubrowski stwierdził na Twitterze, że gdyby nie jego bezmyślne zachowanie i czerwona kartka w spotkaniu z Piastem Korona zapewne by zwyciężyła. Trzeba przyznać, że w tej tezie, być może absurdalnej, jest doza pewności siebie i wiary w zespół. A to cechy, których w Kielcach od dawna nie było…

 

Najgorsze na koniec

Lekarze ostrzegają: Oglądanie Cracovii grozi poważnymi skutkami zdrowotnymi. Michał Probierz przychodząc jakiś czas temu opowiadał, jak to trzeba dać mu czas by coś wyrosło, no to dostał tego czasu dużo jak na polskie realia. Co wyrosło? Olbrzymie chwasty, bez walorów estetycznych i jakichkolwiek innych. Bardzo się cieszę, że Cracovia w końcu przestała punktować i nareszcie wychodzi brak jakiekolwiek koncepcji na grę. Wychodzi też hierachiczny sposób prowadzenia szatni przez Probierza, gdzie notorycznie co jakiś czas dochodzi do buntu ważnych szatniowych osobistości. Może w końcu niektórzy opamiętają się i przestaną zauważać jakiekolwiek wyrachowanie tej drużyny. Fakt, że Cracovia jest tak wysoko nie świadczy w ogóle o jej sile, a o bylejakości tej ligi, braku pomysłu na gra i patologii zarządzania w klubie z Krakowa.

 

Jak łatwo zauważyć – seria ta opierać się będzie mocno na subiektywnych wrażeniach, opiniach, a czasem po prostu debilizmach, które akurat wpadną nam do głowy. Niemniej jednak, ekspercki głos redaktorów PrzedGwizdkiem powróci do waszych domów już w czwartek.

 

 

 

 

Przygotowali: Oskar Bąk i Adrian Markowicz.