Hit pierwszej kolejki Bundesligi na poziomie. Borussia gromi Lipsk.

Przebudowana przez nowego trenera Borussia od razu rzucona została na głęboką wodę, bo ich pierwszym ligowym rywalem był RB Lipsk. Dortmundczycy świetnie jednak poradzili sobie z wyzwaniem.


Jeśli rozliczać ich za wynik, poradzili sobie nadspodziewanie dobrze. No boisku wizualnie przeważały jednak Byki – częściej atakowały, stwarzały okazje, ale na bramkę udało im się zamienić tylko jedną z nich, pierwszą.

Zaledwie 40 sekund po rozpoczęciu gry, RB Lipsk udało się objąć prowadzenie. Serię błędów Żółto-Czarnych wykorzystał Jean-Kévin Augustin. Gdy znalazł się w sytuacji „sam na sam” z Bürki, Szwajcar nie miał absolutnie nic do powiedzenia. Do meczu pierwszej kolejki, kibice zastanawiali się nad obsadą bramki Borussii. Ostatecznie jednak, Lucien Favre postawił na golkipera z dłuższym stażem między słupkami BVB, kategorycznie stwierdzając na konferencji: „Roman Bürki jest naszym numerem jeden”. Świeżo sprowadzony z Augsburga Marwin Hitz, musiał zadowolić się miejscem na ławce rezerwowych.

Gdy nadzieje sympatyków BVB osłabły i niektórzy z nich powoli zaczynali godzić się z kolejnym przeciętnym sezonem swojej drużyny, nowe siły tchnęła niezwykłej urody bramka Mahmouda Dahouda w 21 minucie gry. Niemiec w ekwilibrystyczny sposób uderzył głową po dośrodkowaniu reprezentacyjnego kolegi, Marcela Schmelzera. Choć Lipsk wciąż wyglądał na lepiej grającą drużynę, zdobyta bramka dodała Borussii odrobinę pewności. Jak się później okazało, tego im właśnie brakowało.

Zazwyczaj w piłce nożnej wzrost twojej pewności wiąże się ze spadkiem pewności w grze rywala. W tym przypadku Borussia skorzystała na zawahaniu jednego z pomocników RB Lipsk. Dośrodkowanie Marco Reusa z rzutu wolnego trafiło na głowę Marcela Sabitzera, a Austriak niefortunnie pokonał swojego bramkarza. Trzy minuty później kolejną bramkę dla Borussii strzelił Axel Witsel. W swoim debiucie na Signal Iduna Park, Belg wykorzystał zamieszanie w polu karnym po stałym fragmencie gry i umieścił futbolówkę w niemal pustej bramce. Te wydarzenia miały miejsce tuż przed zmianą stron. Objęcie dwubramkowego prowadzenia przed przerwą, wprowadziło z pewnością spokój w szeregach Żółto-Czarnych i z podniesionymi głowami schodzili do szatni.

Druga połowa do złudzenia przypominała pierwszą. Lipsk nakładał wysoki pressing, który sprawiał duże kłopoty słabo funkcjonującej dziś formacji defensywnej BVB. Piłkarze Borussii natomiast, wyprowadzali sporadyczne kontry, z których zazwyczaj nic nie wynikało. „Zazwyczaj”, bo jedna z nich zakończyła się bramką. Już w doliczonym czasie gry w sytuacji „sam na sam” z bramkarzem znalazł się Marco Reus i swój bardzo dobry występ podsumował bramką.

Borussia kolejny raz świetnie zaczyna ligowy sezon. Pytanie tylko, jak długo utrzymać zdołają dobrą dyspozycję, bo ostatnio, na pewnym etapie sezonu, zaprzepaszczali dobry początek i ostatecznie walczyli o miejsce w Lidze Mistrzów. Wiele w nowym sezonie zależeć będzie od dyspozycji nowych nabytków. Axel Witsel oraz Tom Delaney zaprezentowali się bardzo dobrze w swoich debiutach. Nieco gorzej wypadł duet stoperów Diallo – Akanji, ale być może z czasem zgrają się ze sobą i ich współpraca będzie wyglądała znacznie lepiej. RB Lipsk natomiast, ma więcej powodów do obaw. Poprzedni sezon był przeciętny w ich wykonaniu, a nowe rozgrywki rozpoczęli od porażki 1:4. Ralf Rangnick musi wyciągnąć wnioski i postarać się, przede wszystkim, obudzić w swojej drużynie skuteczność, bo jej zabrakło najbardziej. Jeśli nie poprawią tego aspektu, będą mieli kłopoty w dostaniu się do najlepszej czwórki na koniec sezonu.