Jak tylko w tę środę… Adrian Markowicz

Gdyby pośród reprezentacji narodowych możliwe było dokonywanie transferów, Lewandowski zapewne grywałby w napadzie Hiszpanów, a Arkadiusz Reca przyodziewałby koszulkę z herbem Gibraltaru, ówcześnie przechodząc tam za czteropak Żubra i kilka lodów Kaktus. Ręka Jerzego Brzęczka jest widoczna gołym okiem w występach naszych kadrowiczów. Reprezentacja kompletnie pozbawiona jest jakiegokolwiek stylu, a od pół roku wydaje się być w budowie. 

Rozumiem euforię po pierwszej wygranej. Trudny teren, spotkanie to było określane jako najtrudniejszy test w eliminacjach dla naszej reprezentacji. Pierwsza połowa wyglądała jednak na konkurs kto zagra gorzej. Tak słabej Austrii chyba nikt się nie spodziewał. Mało ruchu, przebojowości… Jeśli ktoś wciąż się łudzi, że graliśmy wówczas z przeciwnikiem równym sobie, to niech spojrzy na wynik potyczki i postawę Austriaków w starciu z Izraelem. Z Łotwą także kolorowo nie było i szczerze w pewnych momentach byłem pełen obaw i drżałem o wynik tego meczu. Niewiele przecież zabrakło, a zostalibyśmy poniżeni przez pierwszoligowca z Niecieczy.

Trener Andrzej Strejlau w magazynie 4-4-2 stwierdził, że jednym z głównych problemów reprezentacji jest brak umiejętności odpowiedniego rozegrania piłki wśród stoperów. Moim skromnym zdaniem, za to w reprezentacji powinien odpowiadać cofnięty bliżej destrukcji Grzegorz Krychowiak. Zadaniem pary Glik-Bednarek (bo zapewne w ten sposób zostanie ustabilizowany nasz środek obrony) jest głównie bronienie dostępu do bramki, co w meczu z Austrią, głównie w wykonaniu tego drugiego, wyglądało bardzo dobrze. Organizacja gry w defensywie, szczególnie w spotkaniu w Wiedniu, to coś, za co Jerzy Brzęczek może otrzymać małego plusika, który i tak gubi się gdzieś w całej masie minusów. Nie możemy sobie pozwolić na rotację w tej sferze boiska. Obrońcą, którego atutem są świetne rozegrania jest Bartosz Salamon. Niestety, kiedy był testowany w narodowych barwach okazało się, że to jeden z niewielu atutów. Nie sądzę także, że Jan Bednarek nie potrafi mądrze rozegrać piłki, co niejednokrotnie udowadniał w Southampton. W klubie już zdążył się popisać przecież jedną, bardzo ładną asystą (co notabene klasyfikuje go na czwartym miejscu wśród najlepiej asystujących w klubie).

Kłopoty w rozegraniu wynikają nie z nieumiejętności stoperów, a z bardzo słabo funkcjonującego środka pola. Nie przypominam sobie żadnego dobrego zagrania Krychowiaka, czy Kicha (no może poza lagą na Lewandowskiego przez pół boiska w wykonaniu pierwszego z panów). Uciekali od gry, zostawiali piłkę partnerom. Wszystko co dobre w tej sferze boiska zagwarantowali nam Robert Lewandowski i Piotr Zieliński.

No właśnie, Zieliński. Wszyscy oczekują od niego fajerwerków, niesamowitej gry, rewelacyjnych strzałów i nieprzeciętnych dryblingów. Racja – on to wszystko jest w stanie zagwarantować. Ale czy ktokolwiek zwracał uwagę na styl gry, jaki polski gwiazdor prezentuje w Napoli? Drużyna Ancelottiego wymienia sporo podań na małej przestrzeni, każdy doskonale wie co ma robić, gdzie wyjść do piłki, wypracowali pewne automatyzmy. Piotrek świetnie wie, gdzie może zagrać piłkę, żeby za chwilę zgarnął ją Insigne, bądź Mertens. Jak to wyglądało w reprezentacji? Kilkakrotnie osamotniony Zieliński w piłką przy nodze rozglądał się nerwowo, gdzie któryś z jego partnerów akurat łaskawie raczy się pojawić. Jeśli akurat się nie pojawiał, jak przeważnie było, zmuszony był do prób dalekich przerzutów. Nie zawsze one wychodziły. Zielu mimo wszystko jest uzależniony od partnerów do gry. Nie możemy oczekiwać, że sam będzie wygrywał mecze. Oczywiście nie mówię, że były to wybitne występy w jego wykonaniu, ale zainicjował kilka ciekawych akcji, głównie kiedy akurat mógł rozegrać kilka podań z Robertem Lewandowskim. Stąd też tytułowe nawiązanie do pewnego znanego polskiego felietonisty. Oceny Piotra Zielińskiego w cenionym programie „Stan Kadry”, przy którym z Grosickiego zrobiony został wybitny piłkarz, są kompletnie nieadekwatne do jego gry. No ale przecież to nie ja jestem ekspertem, tylko Wojciech Kowlaczyk, zasięgnijmy jego opinii.

Oficjalny Twitter Wojciecha Kowalczyka

Ano tak…

Wróćmy do tematu Kamila Grosickiego. Dlaczego za jednego z bohaterów ostatnich spotkań uważany jest gość, który w spotkaniu z silnym przeciwnikiem miał ledwo ponad 40% celności podań? Chyba nigdy nie sprawi, żebym uważał go za kogoś więcej, niż jeźdźca bez głowy. Fakt – jest szybki. I to w sumie tyle. Argumenty mówiące, że robi zamęt na skrzydle, są co najmniej idiotyczne. Ja mógłbym robić zamęt na skrzydle. A lepiej ode mnie, myślę, że także od Grosika, robiliby to Kądzior, czy Frankowski. No i zapewne wypłynęłyby z tego korzyści dla drużyny. Nie rozumiem, czym ważna postać obecnego lidera ligi chorwackiej ustępuje skrzydłowemu średniaka Championship.

Przykra była gra Bartka Bereszyńskiego w pierwszym ze spotkań. Bardzo potrzebujemy lewego obrońcy. Aby móc zobaczyć tego piłkarza w pełni możliwości, musi grać na swojej nominalnej pozycji. Trzeba wyczekiwać powrotu Macieja Rybusa, by mógł załatać dziurę w obronie.

Nie rozumiem też kilku decyzji personalnych. O ile staram się zrozumieć brak miejsca na boisku dla Roberta Gumnego i Szymona Żurkowskiego, tak jednak czym tej reprezentacji zawinił Karol Linetty? Aktualnie jest w bardzo dobrej formie, wydaje się być zdecydowanie najbardziej wszechstronnym z naszych środkowych pomocników i, nie oszukujmy się, gra w klubie na podobnym poziomie co Lokomitv i dużo lepszym od Leeds, a także w znacznie lepszej lidze. Reprezentacja potrzebuje na boisku takie człowieka i moim zdaniem jeśli ktokolwiek miałby być lekiem na naszą bezradność w ataku pozycyjnym, to byłby to Karol.

Jakby wyglądał skład, gdyby mieli się znaleźć w nim zawodnicy, którzy pokazali się w dobry sposób w trakcie ostatniego zgrupowania?

Szczęsny – Bednarek – Lewandowski, Piątek. Resztę można wypełnić Recami. Może akurat piłka odbije im się pod nogi i zaliczą asystę.