Kino dla koneserów

Pomimo strzelaniny w Salzburgu – myślę, że nie zawiódł się nikt, kto wybrał spektakl w Neapolu. Było to istne kino dla koneserów – mnóstwo ekwilibrystycznych podań, wychodzenia poza klasyczny sechmat rozegrania, fantastycznych akcji, popis gry defensywnej ze strony obu ekip, a także rewelacyjne parady zarówno w wykonaniu Mereta, jak i Adriana. Ten mecz udowodnił definitywnie, że rozgrywki Ligi Mistrzów to zupełnie inny poziom intensywności gry.

Nie obyło się oczywiście bez błędów – te przydarzały się najczęściej, o dziwo, największym gwiazdom ofensywy. Kiedy przychodził moment kluczowego podania, zdarzało się zawodzić Mane, Salahowi, czy Insigne. Często jednak wynikało to ze świetnego ustawienia rywala w destrukcji. Profesorskimi wręcz interwencjami popisywali się z jednej strony Koulibaly, natomiast z drugiej zdecydowanie na wyróżnienie zasłużył Alexander-Arnold. Jeden kiks mógł jednak przesądzić o losach meczu. Spektakularnym błędem „popisał” się Kostas Manolas, gdyby nie bramkarz – Salah wpisałby się na listę strzelców.

Okazało się, że jak już popełniać błędy, to te warte najwięcej. Wpierw Manolas sprezentował Salahowi sytuację sam na sam, a następnie Andy Robertson pozwolił, by Mertens stanął oko w oko z Adrianem. Ten jednak był w nieco innego sytuacji niż Egipcjanin – ustawił piłkę na jedenastym metrze i uderzając bardzo mocno dał ekipie Napoli prowadzenie w osiemdziesiątej drugiej minucie.

Jak wspominałem – jak już ktoś miał popełnić babola, to takiego, aby został zapamiętany. Tym razem takowym podzielił się cały blok defensywny ekipy The Reds. Nieporozumienie w centralnej części pola karnego, Robertson nie ruszył do bezpańskiej piłki wbitej w okolice bramki Adriana, co skrzętnie wykorzystał rodak goalkeepera Liverpooolu. Fernando Llorente dopadł do futbolówki, po czym delikatnie ją podcinając wcisnął do bramki. Wynik 2:0 stał się faktem.

SSC Napoli zwyciężyło cierpliwością. Kiedy tylko udało się strzelić bramkę – mądrze utrzymywali się przy piłce, nie próbowali więcej ryzykownych zagrań i kompletnie przeorganizowali grę w rozegraniu, by zminimalizować szanse na powodzenie wysokiego pressingu podopiecznych Kloppa. Gdyby nie klops w wykonaniu Manolasa – stwierdziłbym, że Włosi zagrali mecz idealny – jeśli ktokolwiek chce stawiać opór zeszłorocznemu zdobywcy pucharu mistrzów – powinien brać z nich przykład.

 

SSC Napoli 2:0 FC Liverpool

Strzelcy bramek: Dries Mertens, Fernando Llorente