La Liga: Walka o lidera i walka o godność

W Hiszpanii o kilkunastu lat prym wiodą trzy ekipy, z czego dwie należałoby odpowiednio wyróżnić. Trzecia – Atletico, w XXI w. sięgnęła po mistrzostwo swojego kraju zaledwie raz. Dwoma takimi sukcesami, z początku milenium, poszczycić może się Valencia. Pozostałe trofea zasiliły gablotki FC Barcelony i Realu Madryt. Niemniej jednak – wykrystalizowała się tam żelazna trójka, którą bardzo ciężko zdetronizować. Reszta ekip przeważnie zmuszona jest zaciekle walczyć o, bardzo ważny, tytuł „Best o the rest” – gwarantujący występ w Lidze Mistrzów.

Oczywiście, co jakiś czas to czołówki stara się dobić ktoś nowy. Jeszcze niedawno zachwycaliśmy się postawą Getafe. Zespół z przedmieść Madrytu nie radzi sobie jednak obecnie zbyt dobrze z grą na dwóch frontach i dobre wyniki w Lidze Europy (zwycięstwa z Tabzonsporem i Krasnodarem, porażka z Bazyleą), przeplata przeciętnymi występami ligowymi.

Kiedy myślimy o drużynach z półwyspu Iberyjskiego, zaraz po wspomnianych wcześniej trzech ekipach – przychodzą nam do głowy zazwyczaj dwie marki. Valencia, oraz Sevilla.

Sevilla dotychczas w lidze uległa tylko dwóm ekipom, nie będzie to zaskoczeniem, że były to Real i Barcelona. Jest jednak także jedną z dwóch drużyn, które potrafiły pokonać obecnego, sensacyjnego lidera – Granadę. Na swoim koncie zgromadzili dotychczas dziewiętnaście punktów (tyle samo, co Barcelona, Real Sociedad i Atletico), plasując się na piątej pozycji. Tracą jednakże zaledwie jedno oczko do pierwszego miejsca. Świetnie radzą sobie w rozrywkach Ligi Europy, jednak nie oszukujmy się – nie wyjście z wylosowanej przez Los Nervionenses grupy byłoby katastrofą. Aktualnie zajmują w niej pozycję lidera, nie dając szans w bezpośrednich starciach APOELowi, Quarabagowi, oraz Dudelange.

Ich jutrzejsi przeciwnicy nie radzą sobie tak dobrze, a można zaryzykować stwierdzenie, że nie jest nawet stabilnie. Trener, który na Estadio Mestalla sprowadził największe sukcesy od lat, awansował do Ligi Mistrzów, oraz sięgnął po Copa del Rey… został zwolniony. Rewolucja w szatni nie przyniosła najlepszych skutków, piłkarze byli totalnie skołowani, a co więcej, nie rozumieli decyzji zarządu, jasno dając do zrozumienia, że stoją murem za Marcelino. Wyniki ligowe nie prezentują się najlepiej – jedynie trzy zwycięstwa przez dziesięć kolejek i zebrane trzynaście oczek pozwalają na razie zajmować dwunaste miejsce. W Lidze Mistrzów… nie jest lepiej. Po niespodziewanym zwycięstwie na Stamford Bridge przyszła brutalna weryfikacja w starciu z Ajaxem. Sytuację dodatkowo skomplikował remis z Lille, który każe twierdzić, że Valencia powalczy jedynie o możliwość wzięcia udziału w 1/16 LE. Trzeba powiedzieć jasno – jeśli Marcelino nie spełniał oczekiwać ulokowanego w Singapurze zarządu i prowadził klub niezgodnie z odgórną filozofią… Albert Celades tym bardziej tego nie robi.

Obecna forma obu ekip naprowadza na prosty wniosek – podopieczni Julena Lopoteguiego powinni poradzić sobie z przeciwnikiem. Nic jednak, co obecnie dzieje się w La Liga nie jest w jakikolwiek sposób racjonalne. Dodatkowo – gracze Sevilli mają ewidentny problem ze zdobywaniem bramek. Zawodnicy, którzy mieli w tym pomóc – Munas Dabbur i Chicharito, na razie ustępują miejsca na strzeleckim piedestale Lucasowi Ocamposowi. Ten wcześniej nie zawojował ani Ligue 1, ani Serie A, zapewniając sobie w głowach kibiców łatkę przeciętniaka. To chyba nie świadczy najlepiej o formie snajperów z Estadio Ramon.

W rozgrywkach ligowych Valencia nie zaznała jeszcze smaku porażki na własnym stadionie. Wydaje mi się, że tym razem również to nie nastąpi. Sevilla walczyć będzie o możliwość dostąpienia zaszczytu ulokowania się w fotelu lidera (jeśli Granada się potknie), Valncia zaś musi walczyć o jak najlepszy wynik, by w perspektywie czasu walczyć o miejsce w czołówce, nie ligowy byt.

Spotkanie już w środę [30.10.2019] o 19:00 obejrzeć będzie można na antenie Canal+ Sport 2.

 

Typowany wynik:

Valencia 1:1 Sevilla