Oficjalny artykuł pochwalny dla Jerzego Brzęczka

Nie ukrywam – większość tekstów, wpisów, artykułów publikowanych na tej stronie zdecydowanie ganiło obecnego selekcjonera reprezentacji Polski. Częściej za styl gry, niż za wynik. Losowanie grup eliminacyjnych do mistrzostw Europy napawało optymizmem, ba, byłem zdania, że istnieje szansa na co najmniej wyrównanie najdłuższej serii zwycięstw z rzędu Polaków w historii (siedem – rok 2005, eliminacje do Mundialu 2006 i spotkania towarzyskie). Gdyby zbudować łączoną jedenastkę całej grupy – prawdopodobnie większość zawodników w niej pochodziłaby z naszej reprezentacji.

Szczególnie występy z początku września budziły wiele wątpliwości. Porażka ze Słowenią i fartowny remis z Austrią. Beznadziejny styl (o ile takowego można było się doszukiwać), raczej nienajlepsze decyzje personalne i narastająca w piłkarzach frustracja, która w końcu znalazła swoje ujście po spotkaniu z Łotwą. Kamil Glik ujawnił pewne patologie w reprezentacji, co mogło zwiastować delikatny rozłam w szatni. Informacje dotyczące takowego zostały jednak szybko zdementowane, a sam prezes PZPNu twierdzi, że drużyna jest zgrana i gotowa na kolejne wyzwania. Co zatem udało się Jerzemu Brzęczkowi? Sprawa zdecydowanie najważniejsza – jesteśmy już pewni awansu na EURO 2020. Niewiele drużyn może sobie pozwolić na luksus spokoju przed ostatnimi dwoma kolejkami eliminacji. W opinii ekspertów, jak i większości kibiców, awans był jednak obowiązkiem. Rozumieli to również sami piłkarze, trener, oraz osoby z najbliższego otoczenia kadry. Zbigniew Boniek przyznał, że nie ma czego świętować – tak po prostu musiało być. Dodatkowo – zawdzięczamy go głównie bardzo dobrej postawie naszych defensorów. Jeśli chodzi o bramkostrzelność, można mieć wiele wątpliwości. Zwróćmy uwagę na reprezentacje, do których kadra Polaków ma ambicje równać – Belgowie wygrali dotychczas wszystkie mecze w grupie, w każdym strzelając minimum dwie bramki. Najwyższe zwycięstwo? 9:0. Chorwaci, będąc widocznie pod formą, potrafili wpakować na wyjeździe cztery gole Słowakom. Anglicy w sześciu rozegranych meczach bez większego wysiłku wbili rywalom łącznie dwadzieścia jeden bramek. Miał być progres – mieliśmy równać się z coraz lepszymi drużynami i w końcu dojść do momentu, w którym kadra nie będzie musiała bać się europejskich, czy też światowych potęg. Tymczasem można zauważyć, że podczas gdy my stoimy w miejscu – rozwijają się inni. Ukraińcy już wywalczyli sobie awans ze znacznie trudniejszej grupy (mierzyć się musieli m. in. z Serbią i Portugalią), podobnie z resztą np. Turcy (w grupie z Francją i Islandią). Ekipy prowadzone rozsądnie, budowane powoli, już są w stanie równać się z mistrzami świata i mistrzami Europy. Jak zakończyłby się mecz, w którym stanęlibyśmy naprzeciw Francuzów, bądź Portugalczyków? Szczerze, wolę o tym nie myśleć.

Zbigniew Boniek w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego twierdzi jednak, że był to najtrudniejszy awans ze wszystkich wywalczonych przez Polaków za jego kadencji. Z jego słów wynika, że gdy z kadrą żegnał się Adam Nawałka – zespół był, delikatnie rzecz ujmując, w rozsypce. Wprowadzone wcześniej taktyki i schematy nie funkcjonowały już tak dobrze jak dotychczas, sami piłkarze natomiast ewidentnie potrzebowali zmian, a cała kadra – gruntownej przebudowy. Czy to udało się obecnemu selekcjonerowi?

Koniec doszukiwania się negatywów. Do EURO jest jeszcze sporo czasu, wszystkie braki i błędy można w tym czasie zidentyfikować i postarać się naprawić. Podejmując temat przebudowy kadry – tutaj doszukuję się największego sukcesu Jerzego Brzęczka przez całą jego przygodę na ławce trenerskiej. Rywalizacja na większości pozycji została zwiększona, a w reprezentacji zawitały nowe twarze, które, jak się wydaje, mogą na stałe zagrzać w niej w miejsce, a co więcej – zmienić jej oblicze.

Na początek – największa bolączka poprzedników byłego trenera Wisły Płock. Skrzydłowi. Na tych pozycjach było sporo eksperymentów. Sprawdzone rozwiązanie – Kamil Grosicki. Etatowy reprezentant, człowiek, bez którego wiele osób nie wyobraża sobie kadry. Dodatkowo, trzeba przyznać, odpalił aktualnie z formą i jest jedną z czołowych postaci w klubie. Nowe życie w kadrze dostał jednak Przemysław Frankowski. Jak z początku wydawało się, że były piłkarz Jagiellonii zupełnie nie radzie sobie w koszulce z orzełkiem na piersi – tak ostatnimi występami w MLS zagwarantował sobie kolejną szansę i wykorzystał ją w pełni, strzelając bramkę przeciwko Macedonii. Z drugiej strony zaś pojawił się Sebastian Szymański. W ostatnich spotkaniach pokazał, że nie boi się nieszablonowych zagrań, a swoimi umiejętnościami jest w stanie dać drużynie naprawdę wiele. Dodatkowo na tej pozycji testowani byli także Piotr Zieliński, czy Arkadiusz Milik. Co by się nie działo – jest sporo dostępnych rozwiązań.

Środek pomocy. Tu niby zmieniło się niewiele, a jednak. Problem Piotra Zielińskiego wciąż jest aktualny. Nie możemy sobie jednak pozwolić na wystawienie jedenastki, w której nie zostanie on uwzględniony. Pomimo faktu, że ewidentnie nie gra w reprezentacji na miarę swoich możliwości – wciąż pozostaje najbardziej kreatywnym zawodnikiem po naszej stronie, który jednym zagraniem potrafi odmienić oblicze meczu. Do najlepszych czasów zaczął za to nawiązywać Grzegorz Krychowiak. W swoim mieszkaniu w Moskwie musiał sobie zapewne zamontować dodatkową półkę, aby pomieścić nagrody dla piłkarza meczu, tudzież miesiąca w lidze rosyjskiej. W reprezentacji także widać jego przemianę – nie boi się brać na swoje barki odpowiedzialności za rozgrywanie piłki, co było głównym punktem dla krytyków występów Grześka w kadrze. Dwa miejsca w środku pola są zdecydowanie zarezerwowane dla nich.

Tu pojawia się malutki problem. Najczęściej wykorzystywanym przez trenera rozwiązaniem było wystawianie w podstawowej jedenastce Mateusza Klicha. Ten jednak, nie oszukujmy się, nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań. Pojawił się zatem zamysł wystawienia Grzegorza Krychowiaka nieco wyżej, podczas gdy za jego plecami figurowałby Krystian Bielik. Zawodnik Derby County dał bardzo dobrą zmianę w spotkaniu ze Słowenią i przyzwoicie pokazał się na tle Austriaków. W obliczu kontuzji Krystiana na murawie zameldował się Jacek Góralski. Media zaczęły wrzeć, padło wiele pytań – dlaczego akurat on? Jego rola w reprezentacji wielokrotnie była bagatelizowana, a ja przyznam szczerze – nie pamiętam słabego występu gracza Łudogorca w reprezentacji. Zawsze był wybiegany i zostawiał serducho na boisku. Może nie jest to najlepszy defensywny pomocnik na świecie, ale wywiązuje się ze swoich obowiązków świetnie.

Mój ulubieniec – Arkadiusz Reca. Okazało się, że jednak potrafi grać na miarę pokładanych w nim nadziei, uwierzycie? Ogrom osób, w tym ja, twierdził, że jest on powoływany jedynie ze względu na przeszłość w ekipie Nafciarzy. Tymczasem ze względu na brak sensownych alternatyw na lewą stronę obrony (Maciej Rybus ciągle nękany jest urazami, stąd zdecydowałem nie brać go pod uwagę) – okazał się być on dobrym kandydatem na wypełnienie tej luki, a regularna gra w Serie A potwierdza, że jego transfer do Atalanty nie był jednak totalnym przypadkiem. Dodatkowo pierwsze skrzypce w reprezentacji zaczął grywać Tomasz Kędziora – z lepszym lub gorszym skutkiem. Niepodważalny fakt jest jednak taki, że kiedy wychodził na boisko zazwyczaj prezentował się naprawdę solidnie i dał sygnał, że będzie chciał rywalizować o pierwszy skład z Bereszyńskim. Z zawodnika traktowanego raczej jako zapchajdziura do listy powołań, Brzęczek stworzył piłkarza, który jest pewnym punktem zespołu.

Pojawił się także kolejny goleador w kadrze. Mowa oczywiście o Krzysztofie Piątku, który jednak aktualne, ogromne problemy w klubie przekłada również na grę w reprezentacji. Na szczęście wciąż jest jeszcze Arkadiusz Milik, a napastnik Napoli już nieraz udowadniał swój profesjonalizm i kunszt piłkarski. O pozycję napastnika nie mamy się co martwić. Celowo pominąłem Roberta Lewandowskiego. Ten człowiek jest po prostu z innej planety, reprezentuje inny poziom nie tylko niż reszta kadry, ale także niż zdecydowana większość piłkarzy na świecie. Filar i grająca legenda.

Wciąż do rozwikłania pozostało kilka zagwozdek. Jedną z nich jest zmiennik dla duetu Glik-Bednarek. Bezapelacyjnie są oni pewniakami do gry w środku defensywy, co jednak gdy któryś z nich nie będzie mógł wystąpić? Testowany był wariant z Michałem Pazdanem. Delikatnie rzecz ujmując – nie wyszło. Tutaj zdecydowanie potrzeba wzmocnienia, ale kto wie, może jeszcze któryś z naszych młodych zawodników wypłynie? Myślę, że nikt nie obraziłby się, gdyby do Bielika i Szymańskiego dołączył szlifowany aktualnie pod skrzydłami Czesława Michniewicza Sebastian Walukiewicz.

Rok temu, w listopadzie, w rozmowie z Izą Koprowiak Jerzy Brzęczek twierdził, że potrzeba czasu na zbudowanie drużyny. Czasu coraz mniej. EURO zbliża się wielkimi krokami, a przez ten okres rozegramy zaledwie dwa spotkania o stawkę – ze Słowenią i Izraelem. Potem już tylko gry towarzyskie, które nie każdy traktuje poważnie. Cierpliwość wyczerpywała się skrupulatnie zarówno u kibiców, ekspertów, jak i dziennikarzy. Wielu by już zwolniło Brzęczka, prezes Boniek wciąż jednak zaciekle twierdzi, że plan jest realizowany w stu procentach. Należy zadać sobie pytanie – czy ostatni mecz z Macedonią Północną był efektem właśnie długofalowych działań selekcjonera, czy jednak bardziej przypadku? Zapewne dowiemy się tego w trakcie spotkań, w których walczyć będziemy o losowanie z pierwszego koszyka na kolejnej, wielkiej imprezie, na której zawita reprezentacja Polski.