Piast Gliwice mistrzem Polski! Kończymy sezon Ekstraklasy

Ostatnia kolejka Ekstraklasy miała przynieść wiele, bardzo ważnych w kontekście przyszłości ligi rozstrzygnięć. Jagiellonia i Cracovia walczyły kolejno z Lechią i Pogonią o miejsce gwarantujące możliwość pokazania się w Europie. Piast i Legia natomiast na własnych stadionach stoczyły bój o mistrzostwo Polski. Reszta ekip? Walczyły głównie o to, aby się skompromitować. Drużyny w Polsce są już jednak do tego mocno przyzwyczajone. W tym sezonie każda z nich przeżywała to minimum raz, chyba, że jej nazwa rozpoczyna się na Ś, a kończy na ląsk Wrocław. Wtedy cały sezon to jedna wielka kompromitacja.

W Gliwicach, Krakowie i Warszawie próżno szukać kibiców gości. O ile w przypadku śląskiej drużyny wydaje się być to zrozumiałe, biorąc pod uwagę wpisy „kibiców” Kolejorza na mediach społecznościowych, tak w Gliwicach absurd goni absurd. Jak donosi portal PiastGliwice.eu, policja nakłania miejscowe lokale do tego, aby zamykały się o godzinie 18:00, w obawie przed chuliganami. W związku z tym, kibice po osiągnięciu ewentualnego sukcesu nie będą mieli nawet gdzie napić się piwa w okolicach gliwickiego rynku. Sympatycy nie będą mogli również świętować wraz z piłkarzami, dla tych, oraz całego sztabu i zarządu miasta, przygotowana jest zamknięta impreza.

Pierwsze piętnaście minut na wszystkich stadionach wyglądało niemal identycznej. Pełny kwadrans tego, co w naszej rodzimej piłce kopanej najlepsze – gra na totalny chaos. Impas przełamał Carlitos, dając sygnał, że Wojskowi będą jeszcze walczyć o mistrzostwo. Szkoda, że sygnał ten nadszedł dopiero w ostatniej kolejce… Z drugiej strony, jeśli rok temu by zdobyć tytuł wystarczyły dwadzieścia dwa zwycięstwa, czemu w tym roku dwadzieścia jeden to za mało?

Okazało się, że powodem może być rewelacyjne zagranie pomiędzy Janickim, a Putnockym, automatycznie powodujące przebudzenie fanów teorii spiskowych na twitterze. Po drugiej stronie barykady jednym z bohaterów narodowych zdecydował mianować się Damjan Bohar, oddalając Legię od mistrzostwa jeszcze bardziej.

Po pół godziny gry natomiast zadanie Jadze zdecydowała się ułatwić Cracovia, którzy po ewidentnej dominacji (czytaj: rzucaniu długich piłek i dośrodkowań typu „może akurat się uda”), pozwoliła Soufianowi Benyaminie bez większych problemów umieścić piłkę we własnej siatce. Okazało się jednak, że Jagiellonia również wyszła z założenia, że w sumie to po co im ta Liga Europy, skoro i tak zapewne nic z tego nie będzie. Dlatego też tuż przed gwizdkiem na przerwę bramkę dla Lechii zdobył Karol Fila.

Legioniści w międzyczasie doszli do podobnych wniosków. Wszak po co im Liga Mistrzów, skoro można tam trafić na ekonomiczno-sportowego potwora, typu Dudenalge i z hukiem pożegnać się z marzeniami. Lepiej, niech manto zbierze ktoś inny, a oni zajmą się problemami finansowymi. Bramkę w pięćdziesiątej ósmej minucie wpakował im bowiem Patryk Szysz, raczej definitywnie przekreślając jakiekolwiek szanse na tryumf ligowy. Cracovia zaś dramatycznie broniła się przed grą w pucharach, a golem na 2:0 pogrążył ją Zvonimir Kozulj, bardzo ładnym uderzeniem z dystansu, a później dobił jeszcze Radosław Majewski, a mniej więcej w tym samym momencie Jagę dobił Kubicki. Wcześniej jeszcze karnego zmarnował Jesus Imaz. Jak wspominałem – po co komu jakaś Liga Europy na kiju, skoro można zbierać pieniążki z akcji crowdfundingowych.

Legia Warszawa w doliczonym czasie gry zdołała jeszcze wyszarpać remis, za sprawą żegnającego się z klubem Adama Hlouska. Nic to jednak nie dało w szerszej perspektywie. Piast Gliwice, z zatrważającym dorobkiem siedemdziesięciu dwóch punktów (prawie dwa punkty na kolejkę).

 

 

Tak oto kończymy piękną, pełną niesamowitych zwrotów akcji, obrażania sędziów, oraz spektakularnych kiksów przygodę – sezon Ekstraklasy 2018/19 uważam za zamknięty, można się rozejść.

 

Gratulujemy mistrzostwa kraju Piastowi Gliwice, a policji i straży miejskiej życzymy owocnych łowów na pijących w miejscach publicznych.