Piątek – fenomen, który powinien być regułą

Kształtowanie młodego człowieka to proces niezwykle ciężki i złożony. Należy mieć oczy wszędzie, monitorować i reagować. Sprawiać by oprócz napływającej wiedzy napływała również mądrość życiowa. Oprócz encyklopedycznej wiedzy dbać o pewność siebie, o chęć do podejmowania ryzyka, bo to przecież cechuje dzisiejszy świat. Jak nie jesteś przebojowy, to mimo wyższych kwalifikacji koniec końców skończysz gorzej – takie życie.

Na językach

Arkadiusz Reca od wielu lat pokazywał na ekstraklasowych boiskach, że wybija się ponad poziom tej średniej ligi. Swoją jakością w grze, szybkością w biegu był mocną kartą w talii Jerzego Brzęczka. Nic więc dziwnego, że nastąpił korzystny finansowo transfer do silniejszej ligi. Padło na ligę włoską, ligę, która jest niezwykle taktyczna. To tam olbrzymi nacisk kładzie się na to co robić z piłką i bez piłce. Dla odmiany u nas każdy w kółko trąbi o przygotowaniu fizycznym, a u nich o przygotowaniu taktycznym. My stawiamy na bieganie, a oni na mądre stanie.

Wszystko byłoby dobrze. Reca przechodzi do lepszego klubu. Ogrywa się i po jakimś czasie wskakuje do pierwszego składu i tam się rozwija. Gra regularnie w dobrej lidze i daje dużą wartość reprezentacji. Rzeczywistość wydaje się jednak bardzo brutalna. W XXI młody człowiek przechodzi do Włoch nie umiejąc języka. Straci dobre parę miesięcy zanim zacznie na dobre w pełni korzystać z potencjału Atalanty.

Jawi nam się przed oczyma olbrzymia niekompetencja osób, które miały styczność z piłkarzem, jak i samego Arkadiusza, bo to przecież od niego powinno wszystko wychodzić. Przyjmijmy jednak teorie, że to osoby opiekujące się Arkadiuszem (trenerzy etc.) są odpowiedzialni za jego rozwój. Niezwykle ważną rzeczą jest stawianie na ogólny rozwój piłkarza, a w szczególności na języki. Aklimatyzacja, znajomość języków to rzeczy, które w przyszłości mogą stanowić o ewentualnym sukcesie kariery. Nikt i sam piłkarz nie zadbał o swój rozwój. Teraz przez to cierpi. Szkoda, bo Arkowi życzę jak najlepiej, ale niestety czasu nie cofnie.

Rewolwerowiec

Tak nazywany jest Krzysztof Piątek przez kibiców Genui. Ci wprost zakochali się w naszym napastniku. Każdy w klubie z tego transferu musi być zadowolony. Ściągnięty za śmieszne pieniądze jak na włoskie warunki rozstrzelał się na dobre. Dziś po raz kolejny udowodnił swoją wartość.

To co rzuca się w oczy to olbrzymia pewność siebie Piątka. Polak bez kompleksów wbił się do mocnej ligi i zyskał olbrzymie zaufanie kolegów. Ci kierują do niego piłki i wiedzą, że były napastnik Cracovii z pewnością zamieni je na bramki. Jak na razie ten rewolwer się nie zacina i strzela cały czas. My życzymy sobie i Krzysiowi by było tak jak najdłużej. Bo przecież kto przed startem sezonu powiedziałby, że na początku sezonu to Cristiano Ronaldo będzie oglądał Krzysztofa Piątka?

Jednego możemy być pewni. Ten mechanizm w końcu się zatnie. W meczu z Lazio dobitnie zobaczyliśmy słabość pomocy i obrony zespołu Genui. Napastnik żyje z podań, taki jak Piątek szczególnie. Dlatego też końcowy dorobek Krzyśka będzie mocno zależny od pracy jaką wykona pomoc. Genua ufa Piątkowi, teraz czas by nasza reprezentacja zaufała!