Piłkarskie szachy na szczycie „grupy śmierci”.

Grupa F. Wielu określało ją najciekawszą spośród wszystkich. FC Barcelona, Borussia Dortmund i Inter Mediolan – wielkie europejskie marki. Całość dopełnia Slavia Braga, która skazywana była na pożarcie przez bardziej utytułowanych rywali. Jak się jednak okazło, tak jak miało być ciekawie w tej grupie – tak było! Slavia spektakularnie postawiła się Interowi, który zdołał zdobyć bramkę na 1:1 dopiero w samej końcówce. Remis padł także w meczu na szczycie „grupy śmierci”, a może i na szczycie całej kolejki. 

Można powiedzieć, że spotkanie rozczarowało. Spodziewaliśmy się niesamowitego widowiska, z dużą ilością sytuacji i bramek. Dostaliśmy coś innego. Mianowicie – pokaz świetnej piłki jeśli chodzi o taktykę, rozgrywanie akcji, kontrola tempa gry, czy kontrataki (nie kończone zazwyczaj strzałami). Nie był to jednak mecz, który toczył się jedynie w środku boiska. Często piłka wędrowała od bramki do bramki i czasem zdarzało się jej znaleźć pod nogami zawodnika w dobrej sytuacji do strzelenia bramki, ale wtedy pojawiali się oni. Absolutnie – para najlepszych zawodników jacy wystąpili w tym meczu. Dwóch Niemców. Mats Hummels i Marc-Andre Ter Stegen. Pierwszy był ścianą nie do przejścia: odbiory, wślizgi, świetne czytanie gry i drygowania blokiem defensywnym, wygrane główki. Radził sobie z każdym, od porywczego szesnastolatka Fatiego, po dwa razy starszego Leo Messiego, który młodszego kolegę zmienił w drugiej połowie. Jego reprezentacyjny kolega, który dzisiaj stanął jednak po drugiej stronie barykady, wyczyniał cuda w bramce, nie pozwalając Borussii na wepchnięcie piłki do bramki. Okazję do wykazania się dostał już w 25 minucie, gry po świetnym wyprowadzeniu akcji przez Hummelsa i jeszcze lepszym dograniu Hazarda, na czystą pozycję wyszedł inny Niemiec, Marco Reus. Górą bramkarz FC Barcelony.

Frazę kończącą pierwszy akapit mogę po prostu przepisać w kontekście następnej sytuacji. Około 60 minuty gry Jadon Sancho zakręcił w polu karnym Nelsonem Semedo, który musiał uciekać się do niedozwolonych środków. Sfaulował Anglika i nie pozostawił sędziemu żadnych złudzeń – musiał on podyktować rzut karny. Do jedenastki podszedł nie kto inny jak kapitan BVB. Reus – Ter Stegen? 2:0 na korzyść bramkarza Bracy. Później oglądaliśmy jeszcze kilkukrotnie takie pojedynki, a Ter Stegen zachował w nich wszystkich czyste konto – podobnie jak w całym meczu.

Podobnie jak w całym meczu obie drużyny. 0:0 to wynik sprawiedliwy, choć – jak słusznie zauważył komentujący spotkanie Tomasz Smokowski – jeśli byłaby to walka bokserska, sędzia uniósłby rękę Borussii, bo to ona zadała więcej groźnych ciosów. Czekamy na to, jak potoczą się dalsze losy drużyn z Grupy F i pozostałych biorących udział w tegorocznej Lidze Mistrzów. Champions League wróciło na dobre!