Kategorie:

Piłkarz Stali Mielec z nadzieją patrzy w przyszłość. „Wierzę, że wygramy kolejne mecze.”

Stal Mielec zajmuje ostatnią lokatę w Ekstraklasie. Kibice w Mielcu oczekują więcej od swoich piłkarzy, ale sytuacja nie jest tragiczna. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego tracą zaledwie punkt do bezpiecznej pozycji w tabeli. „Początek rundy był średni jeżeli chodzi o grę, a teraz myślę, że złapaliśmy rytm i styl, którym chcemy grać” – mówi w rozmowie z „Ekstraklasowymi Przemyśleniami” Kamil Kościelny, obrońca Stali.

W połowie stycznia zerwałeś więzadła krzyżowe przed wyjazdem do Turcji, co wyeliminowało Cię z gry w rundzie wiosennej Ekstraklasy. Jak przebiega rehabilitacja?

– Tak, zerwałem więzadła w sparingu wewnętrznym dzień przed wyjazdem. Tak naprawdę to był ostatni dzień, byłem już spakowany, zakupy zrobione i niestety zdarzyła się taka sytuacja. Po zderzeniu z kolegą, przyblokowało mi nogę na sztucznej murawie i cała siła poszła w kolano. Rehabilitacja przebiega pomyślnie. Jestem w Częstochowie. Przyjechałem tutaj, ponieważ współpracuję z fizjoterapeutą. On posiada dużą wiedzę i doświadczenie, a ja mam do niego wielkie zaufanie, więc przyjechałem i tutaj mieszkam przez pierwszy okres rehabilitacji. Obecnie zaczyna się szósty tydzień, myślę, że jeszcze z miesiąc tutaj będę, a później wracam do Mielca, do klubu i szatni z drużyną. Teraz mam wizytę kontrolną u lekarza, ale mam pewne doświadczenie i widzę, że jest ok. 

Jaka panuje sytuacja w Mielcu? Ostatnie mecze nie napawają optymizm pod względem wyników, a Stal zajmuje ostatnią lokatę w tabeli.

– Jestem na meczach, więc widzę jak to wygląda przed spotkaniem lub po. Ostatni mecz wręcz przeciwnie, myślę, że może napawać  optymizmem, bo zrobiliśmy wszystko, żeby go wygrać. Było to niezłe spotkanie w naszym wykonaniu, na tym boisku, które było średnie, rozjeżdżało się. Dzień wcześniej jak i w dniu meczu padało, zawodnicy się ślizgali. Mieliśmy wiele okazji do tego, by nie przegrać tego meczu. Przypadkowo stracona bramka i porażka, ale w drugiej połowie z Cracovią i w tym  meczu, naprawdę nieźle graliśmy i wydaje mi się, że to może być bodziec do tego, by nie tracić wiary, żeby wierzyć w to, że będziemy zdobywać punkty, bo jeśli będziemy tak grać, to nie będzie problemu z punktowaniem. Początek rundy był średni jeśli chodzi o grę, ale teraz myślę, że złapaliśmy rytm i styl, którym chcemy grać.

W Stali jesteś od początku tego sezonu. Bazując na tym jak piłkarze trenują i grają, to który piłkarz Stali prezentuje się najlepiej obecnym sezonie?

– Ciężko powiedzieć. Jeśli spojrzymy na statystyki to Maciek Domański, ale ciężko określić zawodnika, który prezentuje się najlepiej, bo gra się na różnych pozycjach. Możemy powiedzieć, że ktoś się dobrze spisuje na obronie, na bramce, ktoś inny w ataku. Macieja Domańskiego trzeba wyróżnić, bo jednak te liczby ma dobre, ale Grzegorz Tomasiewicz też dobrze gra i wielu innych zawodników można tu wskazać. Jako zespół czasami nie prezentowaliśmy się dobrze, szczególnie w tej pierwszej części sezonu, chociaż indywidualnie nie było tak źle, jednak jako zespół zawiedliśmy w takich meczach, w których byliśmy na styku (Warta, Podbeskidzie, Wisła Płock), gdzie dobrze graliśmy, a punktów nie było. 

Punktów nie było, dlatego odszedł trener Skrzypczak, przyszedł trener Ojrzyński , który jest uważany za znakomitego strażaka i dobrego psychologa.  Jak wyglądało wejście do szatni trenera Ojrzyńskiego? Jak starał się nawiązać kontakt z zespołem?

– Jak się dowiedziałem, że będzie to trener Ojrzyński, to poszukałem opinii na jego temat. Na początku spodziewałem się trenera motywatora, ale trzeba przyznać, że do tego jest też bardzo dobrym trenerem jeśli chodzi o taktykę, treningi i to nie jest przypadek, że jak obejmował drużynę będącą w kryzysie, to potrafił z niej wyciągnąć maksa i utrzymać się, bo zwykle dostawał zespoły , które były pogrążone w marazmie dużo gorzej niż my wtedy byliśmy, a później okazywało się, że wychodził obronną ręką na koniec sezonu. Jest dobrym trenerem i trochę niedocenianym, bo idzie do zespołów, które walczą o utrzymanie , a nie do tych, które walczą o najwyższe cele. 

Wracając do pytania, to podejście jak najbardziej psychologiczne. Od początku dbał o to, żeby poziom motywacji, wiary w szatni był na wysokim poziomie. Atmosfera była dobra i to przyniosło efekty zaraz po przyjściu na koniec rundy. Nikt na nas nie liczył, a zdobywaliśmy punkty, wygrywaliśmy mecze. Jeśli chodzi o szatnię to odbiór też był dobry. Trener czuje piłkarską szatnie. Do tego jest dobrym fachowcem, dobrał świetnych współpracowników, więc sztab zdaje swój egzamin. 

– Jedną z różnic jest system gry obu trenerów. Trener Ojrzyński przyzwyczaił nas do gry czwórką z tyłu, chociaż ostatnio w ustawieniu Stali Mielec próbujecie grać trójką, ale jaka jest różnica dla obrońcy w grze trójką lub czwórką obrońców?

– Za trenera Ojrzyńskiego więcej meczów rozegraliśmy trójką obrońców. Może to taka różnica, że trener Ojrzyński jest bardziej elastyczny jeśli chodzi o ustawienie. Trener Papszun ma swoje ustawienie 3-4-3, które sam dopracował. Leszek Ojrzyński ustawienie bardziej dostosowuje do przeciwnika, do jego słabych i mocnych stron. 

Jeśli chodzi o różnice, to nie trudno je wskazać. Przy trójcę obrońców jest więcej zadań, szczególnie dla tego półbocznego. Zbieganie do boku do asekuracji, też ofensywne zadania. W graniu czwórką, dwóch stoperów trzyma się bardziej środkowej strefy. Ważna jest też ilość zawodników w linii obrony. W systemie z trójką jest pięciu graczy w tej linii, zawsze jest o jednego więcej, więc łatwiej jest zabezpieczyć wszystkie strefy i współpraca między środkiem pola, czyli środkowymi pomocnikami, a obrońcami jest mniejsza, a z czwórką z tyłu, to środkowy pomocnik musi częściej zbiegać do asekuracji i ta pozycja stopera jest bardziej statyczna niż w trójce. 

– Zastanawia nas też, z którym z trenerów współpracowało się tobie najlepiej?

– Z każdym trenerem bardzo dobre mi się współpracowało.  Nie ulega wątpliwości, że największy swój rozwój osiągnąłem u trenera Papszuna, byłem tam najdłużej, przeszedłem drogę z 1 ligi do Ekstraklasy. Tam dostałem też dużo informacji o taktyce. Dużo nad tym pracowaliśmy w Częstochowie. Po pobycie w Rakowie inaczej patrzę na piłkę. 

– Grasz na pozycji środkowego obrońcy, tak samo jak słynny  Laurent Koscielny z Arsenalu. Czy za młodu inspirowałeś się jego grą? 

– Na pewno gdzieś tam zerkałem, ale nie powiedziałbym, że się na nim wzorowałem. Zawsze, kiedy był w tej topowej formie w klubie lub reprezentacji Francji to takie pytania padały o Koscielnego , czy to brat lub rodzina. Czy zamieniłbym się z nim, bo w końcu koszulka taka sama. Z moich czasów bardziej wzorowałem się grą Puyola, niż  Koscielnego.

–  I tak na koniec. Kto będzie waszym największym rywalem w walce o utrzymanie? 

– Ciężko powiedzieć. To jest Ekstraklasa, nigdy nic nie wiadomo. Wygrasz trzy mecze, jesteś w środku tabeli, przegrasz trzy i jesteś na dnie. Na pewno zespoły z dołu. To będą ważne mecze, ale nie najważniejsze, bo w każdym spotkaniu można wygrać i zdobyć trzy punkty. Każdy mecz jest dla nas istotny. Wszyscy tracą punkty, rywale w walce o utrzymanie dobrze zaczęli wiosnę, wygrywając swoje mecze, więc sytuacja się lekko zmieniła w stosunku do zimy, ale wystarczy zdobyć 3 pkt i sytuacja się zmienia. Wierzę, że tak będzie i wygramy kolejne mecze.