Rosja jak Lew – Akinfiejew jak Jaszyn. Hiszpania poza Mundialem!

Spotkanie Rosja – Hiszpania zapisze się wyraźnie w historii tegorocznych Mistrzostw Świata. Nie ze względu na widowiskowość czy ilość bramek. Mecz ten może kandydować do miana najnudniejszego, równocześnie będąc najdłuższym do tej pory. Kibice, oglądający dzisiejsze zmagania, mogli pozasypiać. Pamiętać o spotkaniu będziemy też, bo sensacyjne było jego rozstrzygnięcie. Hiszpanie, jedni z faworytów, odprawieni zostali do domów przez gospodarzy, a zdecydowały o tym dopiero rzuty karne. 


Wczorajsze mecze 1/8 finału rozbudziły w kibicach wielkie nadzieje. Liczyli, że na stadionie w Łużnikach, obejrzymy choć ułamek pięknego futbolu, jaki prezentowały wczoraj drużyny Francji, Urugwaju, czy nawet Argentyny. Okazało się jednak, że próżno szukać wspólnych mianowników między tamtymi, a tym meczem. Ciągnął się niemiłosiernie, a na nieszczęście kibiców, nieudolność w ofensywie obu drużyn doprowadziła do dogrywki, w której także nie dokonało się rozstrzygnięcie.

Choć padły (aż) dwie bramki, o żadnej z nich nie przesądziły umiejętności któregoś z atakujących zawodników. Pierwszą, dla Hiszpanii zdobył zawodnik Rosyjski, Siergiej Ignaszewicz. Dośrodkowanie Hiszpanów z rzutu wolnego w 11 minucie, Sergio Ramos próbował złożyć się do strzału, powstrzymany jednak w niecodzienny sposób przez wspomnianego Rosjanina. Ignaszewicz rzucił się na obrońcę Realu, opierając się na nim całym ciężarem ciała. Niefortunnie dla niego, piłka odbiła się od jego łydki i minęła zaskoczonego Igora Akinfiejewa. Nawet gdyby nie wpadło, arbiter podyktowałby karnego. Jeśli można mówić o jakiejś radości Ignaszewicza z tej sytuacji, to stał się rekordzistą w historii Mistrzostw Świata. Za 13 dni kończy 39 lat, co czyni go najstarszym piłkarzem, jaki kiedykolwiek strzelił „swojaka”.

Wyrównująca bramka dla Rosji także była efektem „sabotażu” obrony. Gerard Pique wyskoczył w górę przy rzucie rożnym, nienaturalnie unosząc ręce. W jedną z nich trafiła piłka uderzona głową przez rywala, w efekcie czego sędzia podyktował rzut karny, a samego Hiszpana ukarał żółtą kartką. Z jedenastu metrów pewnie trafił Artiom Dziuba. Tak wyglądała ostatnia bramka w tym meczu.

Od tamtej pory, nie działo się nic. Dosłownie – nic. Hiszpanie podawali do siebie na 40 metrze. Rosjanie spokojnie patrzyli i przesuwali się zgodnie z ruchem piłki. Ci pierwsi momentalnie wyglądali jakby próbowali przywrócić do życia tiki-takę. Pep Guardiola zapewne uderzył się otwartą dłonią w twarz mówiąc: „panowie, to nie tak się robi…”. Wedle tego schematu upłynęły drugie 45 minut, a także dogrywka, choć tam pojawiły się pojedyncze zrywy Hiszpanów, tłamszone jednak przez świetnie zorganizowanych Rosjan, jeśli jednak udało im się przedrzeć, pewny w bramce był Akinfiejew. Stanisław Czerczesow wykonał z nimi kawał dobrej roboty. Nie prezentują się wybitnie, ale walecznością i sprawną grą w obronie wywalczyli awans do ćwierćfinału.  W rzutach karnych bohaterem gospodarzy został właśnie Akinfiejew, obronił dwa rzuty karne, co pozwoliło Rosji na wygraną 4:3. Jego bezpośredni rywal – David De Gea, nie obronił ani jednego, do domu wraca z haniebną statystyką – 1 udana interwencja w 4 meczach na Mistrzostwach Świata. Hiszpańskie media nie pozostawią na nim suchej nitki, choć w tym meczu, raczej nie miał wielu szans na wykazanie się. Igor Akinfiejew także nie będzie schodził z ust kibiców, nie tylko Rosyjskich. Absolutny MVP spotkania.

Hiszpanie jadą do domu i kolejne wielkie nazwiska dołączają do listy tych, którzy Mudnial opuścili. A są to prawdziwe symbole piłki nożnej, wczoraj odpadli Ronaldo i Messi, dziś, między wieloma innymi, Iniesta, Ramos czy Pique. Pochwalić oczywiście trzeba Rosję. Przed Mistrzostwami mało kto spodziewał się, że zajdą tak daleko. Czy ich przygoda potrwa dalej, czy skończy się na ćwierćfinale? Jeśli opcja druga, zatrzyma ją ktoś z pary Chorwacja – Dania, a to spotkanie jeszcze dzisiaj o 20:00.