Skok przez Płock

FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Żyjemy w Matrixie, w świecie niedorzeczności, w świecie dziwnych zbiegów okoliczności i anomalii, które nazywane są Ekstraklasą. W świecie, gdzie będąc najgorszym, możesz być najlepszym (i to ledwie parę miesięcy później). W świecie, w którym jedyny sens tkwi w bezsensie.

Jestem w stanie uwierzyć w wiele rzeczy. W to, że będę przystojniejszy, bogatszy i że w końcu jakiś nasz klub zagra w Europie. Nie no, akurat w to ostatnie nie wierzę. Wierzyłem i wiedziałem, że ta liga jest tak wykolejona, że już w lutym jasne dla mnie było, że tak grający Piast Gliwice zostanie mistrzem. Mogłem postawić dom, miałbym teraz ich parę.

Czy wierzyłem, przeczuwałem, wyczytałem w gwiazdach taką formę Wisły Płock? Ależ skąd! Takie rzeczy nie śniły się nawet filozofom walącym kociołek. Nie śniły się Radosławowi Sobolewskiemu i Dominkowi Furmanowi. Nikt nie miał praw o nich śnić.

Przecież jeszcze przed startem sezonu Wisła Płock krytykowana była za ruchy transferowe, ściąganie starszych graczy i luki w ofensywnych formacjach. Przecież ta sama Wisła Płock w zeszłym sezonie walczyła o utrzymanie. Przecież ta sama Wisła Płock na początku sezonu grała parodystycznie i dała sobie wpakować czwórkę na Bułgarskiej po beznadziejnej grze w obronie.

Dzisiaj w Płocku zobaczyłem drużynę ułożoną, mądrą i zdeterminowaną. Ta mądrość polegała na wiedzy o swoich ograniczeniach, o brakach, ale i o mocnych stronach. To co cechuje Wisłę Płock Radosława Sobolewskiego, to przede wszystkim solidna gra w obronie i dobre bicie stałych fragmentów gry.

Od początku orkiestra pod batutą Dominika Furmana stawiała opór. Mądry, wyrachowany, ale i niezwykle skuteczny. Już pierwsze stałe fragmenty gry sprawiły trudności bramkarzowi Jagielloni – Węglarzowi.

W Podlaskiej ekipie najlepszy był Patryk Klimala, który ostatnimi czasy pokazuje formę eksportową. Gra, strzela, biega, robi dużo dobrych rzeczy dla ofensywy Jagiellonii. To właśnie jego akcje sprawiały największe trudności dla bramkarza Wisły Płock – Dahne. W 19 minucie udało mu się nawet strzelić bramkę. Po nieudanym wyprowadzeniu piłki ta znalazła się przy nogach piłkarzy Jagielloni. Imaz wypatrzył Klimale, ten zawinął Urygę i strzelił. Sędzia bramki nie uznał.

Parę minut później to Wisła Płock wygrywała. Jak się okazało – po rzucie wolnym. Nawinięty wcześniej przez Patryka Klimale – Alan Uryga znalazł się w polu karnym po dograniu z rzutu wolnego, bitego przez Furmana i zmieścił piłkę w siatce. Jakby tego było mało, już parę minut później mogło być 2:0. Obrona Jagiellonii wyszła wysoko, Sahiti zaatakował jednak łokciem piłkarza Jagii, przez co sędzia nie uznał później zdobytej bramki. Na ten moment Wisła Płock osiągnęła coś niesamowitego – była liderem z ujemnym bilansem bramkowym! Nie w drugiej, nie w trzeciej, a w trzynastej kolejce! To niesłychane.

W drugiej połowie napierająca Jagiellonia w końcu wyrównała. Gola strzelił nie kto inny, jak ultraktywny Patryk Klimala, który wykorzystał gapiostwo obrony „Nafciarzy” i idealne podanie Priklila! 15 minut później Mateusz Szwoch po kontrowersyjnej sytuacji oddał techniczny strzał i wyprowadził Wisłę Płock na prowadzenie. W 80 minucie mecz „zabił” Jakub Rzeźniczak po (a jakżeby inaczej) rzucie wolnym Dominika Furmana! Tym samym Wisła Płock wygrała z Jagiellonią 3:1 i pierwszy raz w historii została liderem najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.