SZOK! DAVID LUIZ PRZEGRAŁ MECZ! *niesamowite*

Photo by Peter Powell

Od ostatniego gwizdka w Premier League minęły ponad trzy miesiące. Większość koneserów angielskiego futbolu siedziało wczoraj wieczorem przed ekranami, z niecierpliwością wyczekując wspaniałego widowiska. Na Etihad Stadium zagościł Arsenal, więc spodziewać się można było istnej eksplozji piłkarskiego geniuszu na murawie. Tymczasem, czekaliśmy pogrążeni w tęsknocie tyle czasu, by dowiedzieć się, że Manchester City jest znacznie lepszą ekipą niż Kanonierzy. To chyba żadna nowość, prawda?

Już po dwudziestu pięciu minutach Mikel Arteta zmuszony był dokonać dwóch zmian w swojej drużynie. Niestety – długa przerwa dała się we znaki i objawiła się nam poprzez kontuzje mięśniowe Granita Xhaki i Pablo Mariego. W miejsce tego drugiego na murawie pojawił się David Luiz, który niewątpliwie wprowadził powiew świeżości. Coś, czego w Premier League nie widzieliśmy od dawna. Całe pokłady iście brazylijskiej fantazji. W doliczonym czasie pierwsze części spotkania w ekwilibrystyczny sposób, przy po pomocy kolana, skierował piłkę do Leno, by ten mógł ją w spokoju wyekspediować w pole. Niestety, niemiecki goalkeeper nie przewidział, że jego kolega zdolny jest do tak niestandardowych zagrań, do piłki dopadł Raheem Sterling i z łatwością wpakował ją do bramki.

Tak naprawdę to nie. Anglik po prostu wykorzystał beznadziejną próbę przyjęcia futbolówki przez Luiza. Ta odbiła się od niego, lądując w polu karnym, wprost pod nogami Sterlinga, co ten skrzętnie wykorzystał. I tu pierwsza część hat-tricka. Błąd prowadzący bezpośrednio do utraty gola.

Kolejny przebłysk nieprawdopodobnych umiejętności, rodem z Maracany, sympatyczny obrońca z perfekcyjnym afro zaprezentował niedługo po przerwie. Po zaledwie czterech minutach od przerwy wparował we własne pole karne, gdzie bezproblemowo odebrał piłkę spod nóg Riyada Mahreza. Szkoda tylko, że zrobił to faulując. Co za tym idzie – sprokurował rzut karny i wyleciał z boiska z czerwoną kartką. Ciężko stwierdzić, czy było to osłabienie, czy wręcz wzmocnienie Arsenalu. Przynajmniej nikt kretyńskim błędem nie spartaczył kolejnej akcji, powodując tym samym utratę większej ilości bramek. A jak wszyscy doskonale wiemy – Luiz byłby do tego zdolny. Przy okazji – wspomniany wcześniej hat-trick został skompletowany i nie powstydziłby się go sam Mario Balotelli. Błąd, spowodowanie rzutu karnego dla rywala i czerwona kartka. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie bramki samobójczej.

W końcówce spotkania Ederson postanowił wyrównać stan rywalizacji i znokautował Erica Garcię. Spowodowało to bardzo długą przerwę. Sam incydent wyglądał wyjątkowo groźnie i naprawdę przykro się na to patrzyło. Młody chłopak otrzymał wielką szansę od Pepa Guardioli, prezentował się co najmniej przyzwoicie… Inni zawodnicy byli przerażeni, a poszkodowany dopiero po dłuższej chwili dał jakikolwiek sygnał, że jest przytomny. Wymagana była natychmiastowa interwencja lekarzy. Zawodnik został przetransportowany do szpitala.

Ciężko o jakiekolwiek wyroki po tym spotkaniu. Jeszcze przed pandemią oglądając Premier League łatwo można było wywnioskować, że Manchester City i Liverpool to poziom nieosiągalny dla całej reszty ligi. Jeśli jednak jedną z aspiracji Kanonierów jest występ w europejskich pucharach w najbliższym czasie (no, w Lidze Europy w obecnym sezonie przecież już sobie nie pograją), to wymagane będą drastyczne zmiany zarówno taktyczne, jak i personalne w wyjściowej jedenastce. Inaczej… no cóż, najpewniej nawet Sheffield United pozostanie nad Arsenalem w tabeli.

 

Manchester City 3:0 Arsenal

45+’ Sterling

51′ de Bruyne (rzut karny)

90+’ Foden