Tej daty dobrze nie zapamiętamy… Po słabym meczu Polska uległa Portugalii.

11 października to dzień, w którym swoje miejsce miało wiele wydarzeń w historii polskiej reprezentacji. 4 lata temu, właśnie tego dnia, pokonaliśmy 2:0 Niemców, świeżo upieczonych Mistrzów Świata. Natomiast 8 lat wcześniej pod wodzą trenera Leo Beenhakkera zwyciężyliśmy 2:1 Portugalczyków. 12 lat później, 11 października 2018 roku Polska dostała szansę na kolejny wielki triumf nad rywalami z Półwyspu Iberyjskiego. Tym razem jednak, dwie bramki nie wystarczyły nawet na remis. 


Na Portugalczyków wyszliśmy bez żadnych eksperymentów. Jerzy Brzęczek dał jasno do zrozumienia, że w jego pomyśle na grę nie ma miejsca na typowych skrzydłowych w wyjściowym składzie (Grosicki, Błaszczykowski), po części wynika to też z niewielkiej ilości jakościowych zawodników na tych pozycjach (Grosicki, Błaszczykowski). W pierwszej jedenastce wybiegli więc Rafał Kurzawa jako pół-lewy i Mateusz Klich jako pół-prawy pomocnik. Problemem dla trenera jest też obsadzenie lewej obrony. Podstawowym zawodnikiem na tej pozycji jest Maciej Rybus, który zmaga się z kontuzją. Zastąpił go dziś Artur Jędrzejczyk, od którego nie można było oczekiwać niesamowitego poziomu, a i tak zagrał poniżej oczekiwań. Niezbyt dobrze układała się współpraca Roberta Lewandowskiego i Krzysztofa Piątka jako duetu napastników. Ciężko było im znaleźć obok siebie miejsce na boisku, widać brak zgrania, wynikający z małej ilości wspólnych spotkań (przed meczem z Portugalią – 0).

Początek meczu przyniósł nam jednak więcej radości niż rozczarowań. Mecz zapowiadał się na wyrównany, paroma znakomitymi zagraniami popisał się Piotr Zieliński. Szczytem szczęścia była 18 minuta. Dośrodkowanie z rzutu rożnego Rafała Kurzawy idealnie na głowę Krzysztofa Piątka, który w tym sezonie nie marnuje żadnej okazji, niesamowitą formę strzelecką z klubu zdołał przełożyć na reprezentację. Debiutancki gol w jego drugim meczu w kadrze. Świetnie w tym sezonie spisuje się też inny zawodnik – Andre Silva. Portugalczyk ma już na koncie 7 bramek w lidze hiszpańskiej, w Sewilli. On, na nieszczęście Polaków, także zdołał utrzymać passę i trafił do siatki w meczu Polakami. Stało się to w 31 minucie za sprawą świetnej asysty Pizzi’ego, który dostał górną piłkę w pole karne, podczas gdy nasza lewa strona leniwie obserwowała jego poczynania, które poprowadziły Portugalczyków do wyrównania. Przy tej akcji zaspała także para środkowych obrońców, żaden z nich nie zdołał upilnować strzelca bramki. Bramka na wagę objęcia prowadzenia przez Portugalczyków była kompilacją przypadków i błędów. Długa piłka do Rafy Silvy, błąd w wyjściu do piłki Łukasza Fabiańskiego, rozpaczliwa interwencja Kamila Glika, która ostatecznie doprowadziła do jego bramki samobójczej.

Druga połowa należała prawie w całości do Portugalczyków. Często czarowali wymyślnymi akcjami kombinacyjnymi, choć praktycznie bez przerwy utrzymywali piłkę na naszej połowie, wykonując powolne serie podań. Bramka Bernardo Silvy z dystansu po samotnym ograniu czwórki naszych defensorów, poczynając od Rafała Kurzawy, który zawinił najbardziej, jeszcze bardziej spowolniła tempo rozgrywania Portugalczyków, a i Polakom nie dodała motywacji do ataku. Tę wnieśli dopiero rezerwowi, wpuszczeni na boisko w 63 minucie. Kuba Błaszczykowski i Kamil Grosicki od razu dali sygnał do ataku. To właśnie po świetnym rajdzie „Turbogrosika” i genialnym strzale z woleja Kuby zdobyliśmy bramkę kontaktową. Niestety jednak, zapał ostygł. To była ostatnia bramka tego meczu.

Wynik 2:3 z tak świetnie grającą Portugalią i tak powinien być zadowalający. Dwie bramki jak na prezentowaną przez nas grę można nazwać niespodzianką. Cieszy wciąż skuteczny Piątek, cieszy świetna postawa Zielińskiego. Znacznie więcej mamy jednak powodów do zmartwień. My – mamy sporo. Jeszcze więcej – ma Jerzy Brzęczek.