W piątki siedzę na ławce

Ileż było zachwytów związanych z przeprowadzką Krzysztofa Piątka do Berlina. Ile było zachwytów po przeprowadzce napastnika reprezentacji Polski do drużyny, która ostatnie poważne sukcesy w kraju odnosiła jeszcze przed tym jak w Niemczech rządził Adolf Hitler…Ileż było nadziei związanych z projektem Hertha Berlin, ileż było nadziei w Piątku.

Krzysztof Piątek do stolicy Niemiec przychodził jako gwiazda, nadzieja na lepsze jutro. Nadzieja, by i w Niemczech zaplanowała ogólnoświatowa tendencja związana z tym, że w stolicach państw zawsze są mocne ekipy. W Niemczech tak nie ma. Piłkarską stolicą jest oczywiście Monachium, co jakiś czas aspiruje Dortmund, ale Berlin? Nikt już nie pamięta…

Futbol rzecz jasna uczy pewnej dozy ostrożności, bo dużo już widzieliśmy prób budowania marek, prób tworzenia piłkarskiego imperium. Czasami się to udaje, a przykładów możemy szukać choćby pod wieżą Eiffla, a czasami wychodzi tak jak z Malagą. Ktoś jeszcze pamięta huczne zapowiedzi, tego czym to Malaga miała być, a czym finalnie została?

Zmiana przyszła wraz z Bruno Labbadią. Hertha z okresu prelabbadyjskiego grała okropnie! Serio, podejrzewam, że od takiej gry w Berlinie odnotowano znaczny wzrost liczby z chorobami wzroku, na takie coś się patrzeć nie dało! Ostatnie mecze, w których Krzysztof Piątek rozegrał większość spotkania, to starcia z tuzami zajmującymi kolejno: 15,18,14,16 i 17 miejsce w tabeli. Podczas tych wszystkich meczów El Pistolero do bramki strzelił raz i to z karnego.

Po koronawirusowym krachu Hertha wróciła do gry z przytupem. Bruno Labbadia przebudował i odbudował skład drużyny ze stolicy Niemiec. Ten remont generalny możemy spokojnie nazwać remontem imienia Ibisevicia. Ten Bośniak, który jedną nogą żegna się już boiskami, drugą strzela. Dokłada do tego jeszcze fenomenalną grę głową i dobre passy do Cunhi. W derbach Berlina, to on był centralną postacią, gol i dwie asysty dobitnie pokazały w jakim gazie jest Ibisevic. Jakby tego było mało, fenomenalnie do składu Herthy Berlin z przytupem wprowadził się Brazylijczyk Matheus Cunha.

Ta dwójka graczy ofensywnych przy Piątku ewidentnie góruje pod każdym względem. Nie ma co się dziwić, że nasz reprezentant gra jedynie ogony. Coraz bardziej można odnieść wrażenie, że Krzysztof Piątek mógłby być typem faceta, który na pierwszej randce potrafi zrobić kolosalnie dobre pierwsze wrażenie, a potem przez cały okres trwania związku, tylko na tym dobrym pierwszym wrażeniu jechać. Nie chcę być zbyt surowy, bo dla nikogo tak częste zmiany szkoleniowców nie są dobre, jednakże widać pewne braki u Polaka. Życzyłbym sobie, by Krzysztof Piątek dołożył do tej miłej dla oka gry Herthy cegiełkę, a nie tylko dokładał ogony i był beneficjentem tego, że można przeprowadzić pięć zmian. Jednak życie, w porównaniu do Herthy, to nie jest koncert życzeń, więc Panie Piątek, do pracy!